Już wielokrotnie wspominałam, że kucharka ze mnie żadna. Kiedy czytam na blogach innych pań przepisy na różne potrawy, to jestem pełna podziwu dla ich umiejętności. W ubiegłą niedzielę postanowiłam jednak przygotować obiad, bo zachciało mi się gotowanego jedzenia. W lodówce był tylko schab, bo gosposi brak, syn choruje(skutki chodzenia w siarczyste mrozy bez czapki), a ja na robienie samodzielnie większych zakupów już się nie piszę. Do tej pory schab kończył jak...
(więcej) Już wielokrotnie wspominałam, że kucharka ze mnie żadna. Kiedy czytam na blogach innych pań przepisy na różne potrawy, to jestem pełna podziwu dla ich umiejętności. W ubiegłą niedzielę postanowiłam jednak przygotować obiad, bo zachciało mi się gotowanego jedzenia. W lodówce był tylko schab, bo gosposi brak, syn choruje(skutki chodzenia w siarczyste mrozy bez czapki), a ja na robienie samodzielnie większych zakupów już się nie piszę. Do tej pory schab kończył jako kotlety(zawsze za mocno spieczone) lub ewentualnie schab pieczony w kawałku(też suchy i zazwyczaj spalony). Postanowiłam zajrzeć na stronę „Kulinarne frustracje Daniela B.”. Najnowszy Jego wpis dotyczył schabu z curry, ale ponieważ nie miałam żadnych z podanych dodatków, przepis odrzuciłam. Na szczęście wśród ostatnich wpisów zobaczyłam „schab duszony w cebuli i czosnku”. Zawołałam syna, by powiedział, co myśli o tym daniu. Papryczki chili i ziarna kardamonu masz- zapytał. No nie mam odparłam. No to po co każesz mi czytać? Schab mam, sól, pieprz, cebulę i czosnek też, to może by spróbować , zapytałam nieśmiało. Najwyżej bez papryczek i kardamonu będzie mniej smaczne, ale zawsze to coś innego niż do tej pory, pomyślałam i raźno wzięłam się do pracy. Po niedługim czasie mięso było uduszone, a gdy zapytałam K.J jak mu smakowało, powiedział „zajebiście”. W ten oto sposób dzięki panu Danielowi, pierwszy raz schab smakował jak na takie mięsko przystało, a nie jak wióry. Kiedy pisałam o zazdrości, to twierdziłam, że jest mi to uczucie obce i tak rzeczywiście myślę, ale kiedy pomyślę jak wspaniałe mogłyby być chociażby najbliższe Święta Wielkanocne, gdyby na stole zamiast sklepowego ciasta, stała baba upieczona przez pana Daniela, to żal mi serce ściska. No cóż jak się nie ma co się lubi, to lepiej nie fantazjować za mocno. Będę się musiała zadowolić przepisami podawanymi przez wyśmienitego kucharza, a smakołykami przygotowanymi przez pana Daniela zajadać się będą Jego najbliżsi i świąteczni goście. Mnie pozostaje tylko wszystkich, którzy lubią dobrze zjeść odesłać do „Kulinarnych frustracji Daniela B.” w przekonaniu, że zarówno słabe jak i dobre kucharki znajdą tam wiele ciekawych przepisów i inspiracji na wyśmienite potrawy.
(mniej)