14 lutego 2010 21:02 DŻWIGNIA HANDLU
Kiedy w telewizji pojawiły się reklamy jako przerywniki przy wyświetlaniu filmu lub „zapchaj dziury” oddzielające poszczególne programy wkurzałam się. Jestem chyba jedną z wielu, którzy odczuwają podobnie. Jedną z pierwszych reklam jaka utkwiła mi w pamięci była reklama jednego z banków działających w naszym kraju. Postacią występująca w niej był o ile mnie pamięć nie myli Krzysztof Kolberger. Pamiętam jaka dyskusja wtedy rozgorz... (więcej)
Kiedy w telewizji pojawiły się reklamy jako przerywniki przy wyświetlaniu filmu lub „zapchaj dziury” oddzielające poszczególne programy wkurzałam się. Jestem chyba jedną z wielu, którzy odczuwają podobnie. Jedną z pierwszych reklam jaka utkwiła mi w pamięci była reklama jednego z banków działających w naszym kraju. Postacią występująca w niej był o ile mnie pamięć nie myli Krzysztof Kolberger. Pamiętam jaka dyskusja wtedy rozgorzała w mediach, że tak wybitny aktor zagrał w reklamie. Dziś już nikogo nie dziwi udział ludzi filmu, telewizji czy sportu w takich przedsięwzięciach. Za każdym razem gdy oglądam reklamę leków, kosmetyków, w których ponoć udział biorą stomatolodzy, kosmetyczki, farmaceucie, mam wrażenie, że to w dalszym ciągu są aktorzy odgrywający role ludzi wymienionych profesji. Wszak dość głośna była sprawa reklamy z udziałem człowieka jeżdżącego na wózku, który okazał się pełnosprawnym aktorem, a nie inwalidą. Animacja komputerowa potrafi z chudego zrobić grubego, a młodego postarzeć. Zatem reklama zanim przedstawi nam reklamowany produkt już jest swego rodzaju „oszustwem”, bo za pomocą środków technicznych wmawia nam , że możliwe jest to, co tak naprawdę możliwym nie jest.
Moja matka w czasie trwania reklamy na jakimś kanale potrafiła w tym czasie przeskoczyć wszystkie inne programy, byleby tylko nie oglądać reklam. Wkurzało mnie to bardziej niż sama reklama, bo zanim powróciła na dany kanał często program lub film szedł już dalej, a ja nie wiedziałam, co mnie ominęło. Sama cierpliwie czekam na zakończenie reklamy, choć ostatnio zorientowałam się, że trwają one czasami tak długo, że zdążę pójść w tym czasie do łazienki lub kuchni by zrobić sobie herbatę. Z przerażeniem myślę o tym, że dojdziemy do tak paradoksalnej sytuacji, że czas trwania reklam przerywających jakiś film czy program, będzie niedługo dłuższy od samego programu. Doskonale rozumiem, że wytwórcy chcąc sprzedać swój produkt muszą go przedstawić jak największej liczbie osób, i że media doskonale się do tego nadają. Nie mam też nic przeciwko udziałowi znanych ludzi w reklamie, bo są to takie małe epizody, jakie mogliby zagrać w filmie. Za każdym razem kiedy oglądam ludzi coś zachwalających, przekonywujących do zakupu, nurtuje mnie pytanie ”czy oni wiedzą co reklamują? Czy przed zagraniem takiej reklamy dostali daną rzecz w użytkowanie i ją wypróbowali na „własnej skórze”, czy też polecają sami nie wiedząc co”?
Być może komuś kto zagląda na mojego bloga, przyjdzie na myśl pytanie :”po co ona o tym pisze”? Odpowiadam:
1.Są reklamy, które mnie bawią i wywołują uśmiech na twarzy, są takie które przyjmuję z obojętnością, bo wiem, że reklamowanego produktu nigdy nie kupię(nie potrzebuję go), są takie które mnie irytują jak mało co. Te trzy powody sprawiły, że już od jakiegoś czasu w moim komputerze zapisany był szkic notki temu zagadnieniu poświęconej.
2. Postanowiłam dokończyć ten materiał dzisiaj, bo jestem załamana , sfrustrowana i zła. Te negatywne uczucia dopadły mnie w chwili, gdy weszłam na mój drugi blog „Baw się razem z nami” i przekonałam się, że poza dwoma znajomymi z blogowego światka nikt inny nie wziął udziału w dwóch konkursach jakie na tym blogu ogłosiłam. Gdybym była realistką, to uczciwie bym powiedziała, że pomysł stworzenia takiego bloga był chybiony i dlatego nie ma on powodzenia. Z natury jednak jestem katastrofistką z chwilowym optymizmem i dlatego twierdzę, że spotkało mnie niepowodzenie, ponieważ nie zadbałam o odpowiednią dźwignię, która wyniosłaby moje pomysły na wyżyny. Na reklamie się nie znam, a więc nie rozreklamuję się na tyle, by mój blog zaczął być popularny. Na dzień dzisiejszy nie wiem jeszcze co zrobię. Na razie mówię sobie „co nagle to po diable”, dlatego też nie skasowałam bloga. Może mimo wszystko z uporem maniaka i zawziętością wartą lepszej sprawy, będę zamieszczała kolejne propozycje konkursowe, choć mam świadomość, że może je spotkać los taki jak dwa pierwsze konkursy. Może przyznam się do porażki i zamiast się bawić razem z Wami, wezmę się za coś innego? Zanim podejmę decyzję, powiem kilka słów o moich ulubionych i znienawidzonych reklamach.
UWIELBIAM wszystkie reklamy z udziałem dzieci, a szczególnie tę, w której maluchy z jednym zębem na przedzie, dzierżąc w rączkach różne atrybuty, śmieją się do rozpuku, a to ponoć za sprawą pewnego mleka. DO ŁEZ rozśmieszają mnie reklamy z cyklu „produkty B……ki polecają się…”, a szczególnie dwie: „Ananas wyszedł z puszki, a za co siedział, podobno śmietanę ubił”, „Dwie parówki zaproszone na grilla rozmawiają: ale czy to wypada, my takie zwyczajne(mówi pierwsza), (spoglądając na szaszłyka, mówi druga),że co- że oni nadziani?”. Fantastyczna gra słów połączona z obrazem, daje zabawny efekt LUBIĘ reklamy z motywem muzycznym, gdy słyszę ten który rozpoczyna reklamę sprzętu AGD pewnej firmy, to podryguję i podśpiewuję mimo woli, a jak zobaczę małego, białego szczeniaczka, przytulanego przez właścicielkę pralki z funkcją usuwania sierści, to jestem gotowa biec do sklepu, by ową pralkę nabyć(niestety tak naprawdę, to jest ona za szeroka do mojej łazienki i choć bardzo byłaby przydatna przy dwóch psach, to jednak nie będę mogła jej mieć). Z powodu ceny nie nabędę najprawdopodobniej lodówki z wbudowanym dyktafonem(tej samej firmy), choć widok młodej ciężarnej kobiety leżącej w łóżku, której zaspany mąż znosi z kuchni frykasy wyjęte z tejże lodówki,wzbudził we mnie „zazdrość”, że gdy ja byłam w błogosławionym stanie, nikt mnie tak nie rozpieszczał. Inną reklamą wykorzystującą w promocji produktu ludową piosenkę jest ta, w której poznajemy tajemnicę trzech ziaren: „lepsza mojej kuchni taka tajemnica, rzepak, siemię i pszenica”. Dałam się namówić i kupiłam to cudo w szklanej butelce. Chyba jednak potwierdza się to, że zła ze mnie kucharka, bo poza wyższą ceną nie dostrzegłam między olejami różnicy. Podoba mi się też przewaga Polaka nad Chińczykiem i Włochem, bo podobno w „chińczyka” można grać, „włocha” ma się pod nosem, a na prawdziwego Polaka zaprasza….
Jak przysłowiowa płachta na byka działają na mnie reklamy leków , kosmetyków i środków piorących(zwłaszcza tych o cudownej bieli i różowej sile, same wynajdujące i usuwające plamy), na moją bieliznę i odzież jakoś nie chcą działać w żadnej temperaturze.
Zapraszając was na „idealne śniadanie”- pełne płatków, owoców i mleka oraz na obiad w towarzystwie „bulionetki” uciekającej z objęć barszczu i kebaba, chcących ją pocałować, kończę swoje rozważania na temat reklamy prezentowanej w naszej telewizji. (mniej)