13 lutego 2010 11:44 "ZAWSZE GDZIEŚ..."
Dzisiejsza notka jest wynikiem odczuć jakich doznałam czytając dwa teksty. W pierwszym z nich Gofer 73 pisze: „Pamiętajcie również o tym, że być może druga strona nie chce zostać waszym przyjacielem na całe życie tylko dlatego bo jej pomogliście. Albo, że pomogła Wam”.(„O kulturze pomagania”). Kiedy czytałam te słowa, nie wiem dlaczego od razu przyszedł mi na myśl list, który dostałam dzień wcześniej. Jego autorka też pisała o przyjaźn... (więcej)
Dzisiejsza notka jest wynikiem odczuć jakich doznałam czytając dwa teksty. W pierwszym z nich Gofer 73 pisze: „Pamiętajcie również o tym, że być może druga strona nie chce zostać waszym przyjacielem na całe życie tylko dlatego bo jej pomogliście. Albo, że pomogła Wam”.(„O kulturze pomagania”). Kiedy czytałam te słowa, nie wiem dlaczego od razu przyszedł mi na myśl list, który dostałam dzień wcześniej. Jego autorka też pisała o przyjaźni „jestem zaszczycona, że zaliczasz mnie do grona swoich przyjaciół, ale czy nie za szybko obdarzasz innych zaufaniem. W dzisiejszym świecie taka wręcz dziecięca ufność jest rzadko spotykana, bo świat mamy okrutny i interesowny”. Zaraz po przeczytaniu tych słów pomyślałam sobie, że osoba, która je napisała mało wierzy w siebie, bo sugeruje iż ja zaliczając ją do grona swoich przyjaciół po bardzo krótkim okresie znajomości, wykazuję się dziecięcą naiwnością. No cóż przyznaję, że nie znam się na ludziach, że wiele razy byłam w życiu wykorzystana i oszukana, ale zawsze wtedy traktowałam te przypadki jako jednostkowe, nie dające podstaw, do zmiany obranego sposobu postępowania czy myślenia. Zanim poznałam uczucie miłości, to bardzo pragnęłam mieć dużo przyjaciół. Miałam ich kilkoro w podstawówce i w liceum. W dorosłym życiu było już gorzej, jedna jedyna przyjaciółka na studiach i kilka osób, które uważałam za przyjaciół, ale które okazały się tylko znajomymi. Zapomniały o mnie, gdy tylko bezpowrotnie przekroczyłam bramę zakładu pracy. No cóż bolało mnie to i boli, ale to nie powód, by przestać wierzyć iż mogę mieć nowych, wspanialszych przyjaciół. Nie takich do końca życia, bo wystarczy, że ja lub on(ona) zamkną bloga, przestaną odpowiadać na maile, ale takich których się lubi, z którymi można pogadać i pośmiać się na odległość. Nikt nie przewidzi czy będzie to przyjaźń na czas jakiś czy do końca naszych dni, ale czy to oznacza, że mamy nie próbować? Ja próbuję, a autorka drugiego cytowanego przeze mnie tekstu, jest tego najlepszym przykładem. Czy będzie to przyjaźń na chwilę czy na lata, pokaże czas i nasze serca. Jeżeli proponujemy komuś pomoc, to nie zawsze oczekujemy od tej drugiej osoby przyjaźni jako podziękowania za tę pomoc. Czasami pomagamy , aby wyrazić sympatię dla tej osoby i dlatego, że nas na to stać.Nie oczekujemy za to wdzięczności, a już na pewno nie narzucamy się z przyjaźnią. Moja znajoma z listu bardzo mi pomogła przez sam fakt korespondowania ze mną. Zaliczenie jej do grona moich przyjaciół jest dowodem na to, jak bardzo sobie tę pomoc cenię, ale nie oznacza, że wymagam aby i ona nazywała mnie swą przyjaciółką jeżeli tego nie czuje.
Kiedy miałam 20-30 lat bardzo pragnęłam otoczyć się ludźmi zdrowymi, brać aktywny udział w ich życiu. Świadomie wyszłam z kręgu niepełnosprawnych znajomych, bo wśród nich mocniej odczuwałam własne kalectwo i bardzo przeżywałam ich upośledzenie. Czułam się tym przytłoczona i nieszczęśliwa. Bardzo szybko taka postawa życiowa zemściła się na mnie, karząc mnie odosobnieniem. Niepełnosprawni znajomi pogodzili się z tym, że od nich odeszłam, a ludzie zdrowi nie przyjęli mnie do swego grona. Jedni dlatego, że niezręcznie się czuli w mojej obecności , inni dlatego, że potrafili okazać mi tylko współczucie, a ono na dłuższą metę im ciążyło i aby pozbyć się tego „balastu”, znikali z mojego życia. Dlatego też przez 25 lat nie miałam nikogo, kogo mogłabym nazwać swoim przyjacielem, kogo troskę o mnie bym czuła. Zawsze lepiej dogadywałam się z mężczyznami i uważałam, że przyjaźń z nimi wytrzyma próbę czasu czy odległości. Okazało się to złudzeniem, bo siła przyjaźni nie zależy od płci, ale od charakteru danego człowieka i wyznawanych przez niego wartości. Dziś mam 55 lat i „szukam przyjaciela, co mi rękę poda”, jak mówią słowa jakiejś piosenki. Mam przed sobą zbyt mało życia, by się zastanawiać, czy czasami nie zostanę oszukana, czy nie wykorzysta się mojej „dziecięcej ufności”. Pamiętając o tym, że każdy człowiek w zależności od okoliczności może okazać się albo aniołem, albo draniem, ciągle jednak wierzę, że jest więcej ludzi dobrych niż złych. Dlatego też pomimo tego, że „świat jest okrutny i interesowny”(a może właśnie dlatego , że taki jest), wierzę w dobrą, bezinteresowną przyjaźń. Jak śpiewała Anna Jantar „ZAWSZE GDZIEŚ CZEKA KTOŚ” i to dla niego „trzymam wciąż otwarte drzwi”. Co prawda w piosence chodziło o miłość, ale ja na nią jestem już za stara, dlatego też przyjaźń zupełnie mi wystarczy. (mniej)