Nie potrafię powiedzieć kiedy Święto Zakochanych zagościło w naszej polskiej kulturze. Na pewno było to już wtedy, gdy najpiękniejsze z uczuć jakie może odczuwać człowiek, przestało mnie dotyczyć. Ja zakochiwałam się w życiu parę razy. Pierwszy raz serce mocno mi biło dla Zbyszka w I klasie szkoły podstawowej. Gdy trochę podrosłam, to zaczęłam wzdychać do Mirka O., kolegi ośmioklasisty, z którym prowadziłam gazetkę szkolną. W liceum tęsknym wzrokiem spoglądałam ...
(więcej)
Nie potrafię powiedzieć kiedy Święto Zakochanych zagościło w naszej polskiej kulturze. Na pewno było to już wtedy, gdy najpiękniejsze z uczuć jakie może odczuwać człowiek, przestało mnie dotyczyć. Ja zakochiwałam się w życiu parę razy. Pierwszy raz serce mocno mi biło dla Zbyszka w I klasie szkoły podstawowej. Gdy trochę podrosłam, to zaczęłam wzdychać do Mirka O., kolegi ośmioklasisty, z którym prowadziłam gazetkę szkolną. W liceum tęsknym wzrokiem spoglądałam na sąsiada - Zbyszka K., z którym nie zamieniłam więcej niż kilka zdań, ale z tęsknoty za nim przepłakałam niejedną noc. Trzecia i czwarta klasa ogólniaka, to platoniczna miłość do uwielbianego polonisty. W dorosłe życie weszłam podkochując się w Mariuszu(bohater „Toruńskich pierników) i Adamie, o którym wspominałam na początku opowieści o swoim życiu. Niedoceniona przeze mnie namiętność, to uczucie do Jurka K. Był to jedyny mężczyzna, który mnie kochał, bo jego miłość czułam i odwzajemniałam. Po nim na mojej drodze stanął Mirek M.- wielomiesięczna udręka, wielkie rozczarowanie i zwątpienie w to, że ktoś mnie pokocha. Potem kilka mało znaczących znajomości w poszukiwaniu tego jednego jedynego. Wreszcie poznanie żonatego mężczyzny, złamanie wyznawanych zasad i romans, który nie mógł zakończyć się happy endem. Nadszedł rok 1983 i poznałam Pawła, mężczyznę o 6 lat młodszego, który miał do mnie tak serdeczny i czuły stosunek, że myślałam iż chwyciłam Pana Boga za nogi. Cztery miesiące szaleńczego uczucia, łamanie konwenansów, snucie planów małżeńskich, poznanie jego rodziny i kres miłości zamknięty w kilku jego słowach „ty mnie kochałaś naprawdę, a mnie się tylko zdawało”. Runął mój świat dobra, wiary i nadziei, pozostał najcenniejszy dar – dziecko. Rozbudzony seksualizm pchał mnie we flirty i romanse, nie dając zadowolenia, nie ofiarowując miłości tylko zaspokojenie żądzy. W 35 roku życia nie mając widoków na miłość, szczęście i posiadanie kogoś najbliższego, zaprzestałam spotkań z mężczyznami. Nauczyłam się żyć bez nich, bez seksu, ale tęsknota za miłością pozostała. Z chwilą pojawienia się Walentynek moje pragnienie bycia kochaną zaczęło przybierać na sile. Każdego roku w dniu 14 lutego użalam się nad sobą i nie potrafię cieszyć się tak jak robią to inni. Nie pomagają mi nawet ulubieni piosenkarze ze swoimi piosenkami : Anna Jantar – „Co ja w Tobie widziałam”, „Będziesz mój”, „Toruńskie pierniki”, Irena Jarocka: „Jeśli kochasz proszę mów”, „Ty i ja to serca dwa”, Halina Frąckowiak „Napisz proszę”, Alicja Majewska „Odkryjemy miłość nieznaną”. A mimo to powtarzając za Edytą Geppert „Och, życie kocham Cię nad życie” wznoszę „Modlitwę o miłość prawdziwą”*. Tylko ona bowiem jest w stanie zaspokoić moje „Małe tęsknoty”*, z których najważniejszą jest ta dająca mi tego, o którym będę mogła powiedzieć: „Jesteś lekiem na całe zło”.* W oczekiwaniu na tę chwilę słucham piosenek Seweryna Krajewskiego- pięknych, poetyckich, wzruszających. Wszystkim zakochanym, i tym którzy wciąż czekają na swoją miłość dedykuję utwór Seweryna Krajewskiego do słów Bogdana Olewicza : „Wielka miłość”, wierząc, że będzie ona ich udziałem.
*utwory oznaczone gwiazdką wykonuje Krystyna Prońko
(mniej)