1 lutego 2010 08:02 NIE URODZI MAŁPA SOKOŁA
to jest karykatura pewnej osobistości, wykonana na prośbę współpracowników
Ta notka będzie o najważniejszym dla mnie człowieku, od przeszło 25 lat – o moim synu. Ma on bardzo trudny charakter, mieszanina genów ojca i matki, stworzyła osobę nieprzeciętną, uzdolnioną plastycznie, umiejącą zrobić w domu wszystko. Szkopuł jednak w tym, że trzeba mieć ku temu chęci. Mój syn twierdzi, że nie miał dzieciństwa, bo w wieku lat 5 ka... (więcej)
Ta notka będzie o najważniejszym dla mnie człowieku, od przeszło 25 lat – o moim synu. Ma on bardzo trudny charakter, mieszanina genów ojca i matki, stworzyła osobę nieprzeciętną, uzdolnioną plastycznie, umiejącą zrobić w domu wszystko. Szkopuł jednak w tym, że trzeba mieć ku temu chęci. Mój syn twierdzi, że nie miał dzieciństwa, bo w wieku lat 5 ka... (więcej)
to jest karykatura pewnej osobistości, wykonana na prośbę współpracowników
Ta notka będzie o najważniejszym dla mnie człowieku, od przeszło 25 lat – o moim synu. Ma on bardzo trudny charakter, mieszanina genów ojca i matki, stworzyła osobę nieprzeciętną, uzdolnioną plastycznie, umiejącą zrobić w domu wszystko. Szkopuł jednak w tym, że trzeba mieć ku temu chęci. Mój syn twierdzi, że nie miał dzieciństwa, bo w wieku lat 5 kazałam mu pomagać skręcać szafę wnękowa, którą robiłam z dwóch różnych szafek kuchennych. Dzięki temu doświadczeniu i wielu innym podobnym, umie posługiwać się narzędziami majsterkowicza jak mało kto(oczywiście z grona osób, które znam). Ostatnio w czasie wymiany między nami zdań, wykrzyczał mi, ze młodości też nie miał, a zna ją tylko z opowiadań kolegów. Gdy zapytałam czego mu w tej młodości brakowało, nie odpowiedział, tylko rzekł „no proszę cię…”(co w jego języku oznacza, że nie chce mu się gadać na ten temat, bo z natury jest małomówny). Coraz częściej odnoszę wrażenie, że jest bardzo nieszczęśliwy, a ja nie wiem dlaczego. To mnie dobija. Starałam się ze wszystkich sił, by miał świadomość jak bardzo go kocham, ile dla mnie znaczy, że jest najważniejszy. Pod względem materialnym dałam mu tyle ile mogłam. W dzieciństwie czytałam mu książki(kupowałam ich dużo w nadziei, że sam będzie czytał), zabawki, których zazdrościli mu koledzy z normalnych(to znaczy pełnych rodzin), ubierałam tak jak na to pozwalały finanse. Mimo to, ciągle słyszę, że nie miał czegoś, co posiadali koledzy. Nie bierze pod uwagę tego, że może miał to, czego koledzy nie mieli, tyle tylko że o tym nie mówili. Teraz nie pracuje na etacie, bo teoretycznie musi się mną zajmować jako chorą, zniedołężniałą kobietą, która sama nie wstanie z łóżka, nie zrobi zakupów. Istnieje w naszym domu podział ról, on wychodzi z psami, robi zakupy, chodzi na pocztę zrobić opłaty, wynosi śmieci, nastawia załadowaną praniem pralkę. Cała reszta, to moja działka: odkurzam, zmywam naczynia, gotuję(choć w odróżnienia od niego, nie mam do tego smykałki), prasuję i pamiętam o innych rzeczach , z których składa się codzienność(o dyżurach na strzeżonym społecznie parkingu, o zapłaceniu ubezpieczenia za samochód, o dniach ważnych dla naszych bliskich i znajomych). Syn mój od 6 roku życia chodził na prywatne lekcje gry na pianinie(by zadowolić babcię), choć trwało to do 12 roku życia, to z tej nauki nic nie pozostało, bo robił to „dobrowolnie pod przymusem”. Od 4 klasy podstawówki aż do 2 klasy liceum uczęszczał do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w klasie szermierczej. Zapewnienie mu odpowiedniego sprzętu, wyjazdów na zawody i obozy było sporym obciążenie finansowym., ale ponieważ synuś chciał być sportowcem, no to nim był. Nie odnosił sukcesów w odróżnieniu od swoich kolegów, zniechęcił się i musiał zmienić szkołę. Gdyby zmiana ta nastąpiła po podstawówce i poszedłby do liceum plastycznego, to może nie byłby dzisiaj „ni pies ni wydra”(jak to mówią). Nie wiem czy miał słuch absolutny tak jak mu to wmawiano, ma natomiast wrodzony talent plastyczny. Nie posłanie go do szkoły, w której mógłby go rozwijać było jednym z moich kardynalnych błędów. Niestety „mleko się już rozlało”, nie mogę cofnąć czasu. Chłopak osiągnął wiek, w którym mógłby się uczyć tylko zaocznie lub wieczorowo, a o ile mi wiadomo szkół o profilu plastycznym w tych systemach nie ma. Maluje więc hobbystycznie, choć chciałby z tego zrobić „sposób na życie i zarabianie”. Póki co, to ostatnie jest w sferze marzeń. Na zakończenie chciałabym pokazać kilka jego prac sfotografowanych telefonem komórkowym, mam nadzieję, że zdjęcia będą na tyle wyraźne, byście mogli sami ocenić, czy On ma talent, czy tylko zarozumiała mamusia tak sobie wmawia.
to są w kolejności: rysunek psa koleżanki(jego nie mojej); rysunek orła(nie wiem skąd zaczerpnął temat); tatuaż na jego własnym ciele(o ile wiem projekt jego i wykonanie też); dwie ostatnie prace to rysunki figurek Warhammera(tak przynajmniej kojarzę, ale pomalował tych warhamerowskich modeli już tyle, że nie jestem pewna). Przepraszam, że wklejone zdjęcia są w poziomie, a nie w pionie, ale nie umiem ich obrócić. (mniej)
Ta notka będzie o najważniejszym dla mnie człowieku, od przeszło 25 lat – o moim synu. Ma on bardzo trudny charakter, mieszanina genów ojca i matki, stworzyła osobę nieprzeciętną, uzdolnioną plastycznie, umiejącą zrobić w domu wszystko. Szkopuł jednak w tym, że trzeba mieć ku temu chęci. Mój syn twierdzi, że nie miał dzieciństwa, bo w wieku lat 5 kazałam mu pomagać skręcać szafę wnękowa, którą robiłam z dwóch różnych szafek kuchennych. Dzięki temu doświadczeniu i wielu innym podobnym, umie posługiwać się narzędziami majsterkowicza jak mało kto(oczywiście z grona osób, które znam). Ostatnio w czasie wymiany między nami zdań, wykrzyczał mi, ze młodości też nie miał, a zna ją tylko z opowiadań kolegów. Gdy zapytałam czego mu w tej młodości brakowało, nie odpowiedział, tylko rzekł „no proszę cię…”(co w jego języku oznacza, że nie chce mu się gadać na ten temat, bo z natury jest małomówny). Coraz częściej odnoszę wrażenie, że jest bardzo nieszczęśliwy, a ja nie wiem dlaczego. To mnie dobija. Starałam się ze wszystkich sił, by miał świadomość jak bardzo go kocham, ile dla mnie znaczy, że jest najważniejszy. Pod względem materialnym dałam mu tyle ile mogłam. W dzieciństwie czytałam mu książki(kupowałam ich dużo w nadziei, że sam będzie czytał), zabawki, których zazdrościli mu koledzy z normalnych(to znaczy pełnych rodzin), ubierałam tak jak na to pozwalały finanse. Mimo to, ciągle słyszę, że nie miał czegoś, co posiadali koledzy. Nie bierze pod uwagę tego, że może miał to, czego koledzy nie mieli, tyle tylko że o tym nie mówili. Teraz nie pracuje na etacie, bo teoretycznie musi się mną zajmować jako chorą, zniedołężniałą kobietą, która sama nie wstanie z łóżka, nie zrobi zakupów. Istnieje w naszym domu podział ról, on wychodzi z psami, robi zakupy, chodzi na pocztę zrobić opłaty, wynosi śmieci, nastawia załadowaną praniem pralkę. Cała reszta, to moja działka: odkurzam, zmywam naczynia, gotuję(choć w odróżnienia od niego, nie mam do tego smykałki), prasuję i pamiętam o innych rzeczach , z których składa się codzienność(o dyżurach na strzeżonym społecznie parkingu, o zapłaceniu ubezpieczenia za samochód, o dniach ważnych dla naszych bliskich i znajomych). Syn mój od 6 roku życia chodził na prywatne lekcje gry na pianinie(by zadowolić babcię), choć trwało to do 12 roku życia, to z tej nauki nic nie pozostało, bo robił to „dobrowolnie pod przymusem”. Od 4 klasy podstawówki aż do 2 klasy liceum uczęszczał do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w klasie szermierczej. Zapewnienie mu odpowiedniego sprzętu, wyjazdów na zawody i obozy było sporym obciążenie finansowym., ale ponieważ synuś chciał być sportowcem, no to nim był. Nie odnosił sukcesów w odróżnieniu od swoich kolegów, zniechęcił się i musiał zmienić szkołę. Gdyby zmiana ta nastąpiła po podstawówce i poszedłby do liceum plastycznego, to może nie byłby dzisiaj „ni pies ni wydra”(jak to mówią). Nie wiem czy miał słuch absolutny tak jak mu to wmawiano, ma natomiast wrodzony talent plastyczny. Nie posłanie go do szkoły, w której mógłby go rozwijać było jednym z moich kardynalnych błędów. Niestety „mleko się już rozlało”, nie mogę cofnąć czasu. Chłopak osiągnął wiek, w którym mógłby się uczyć tylko zaocznie lub wieczorowo, a o ile mi wiadomo szkół o profilu plastycznym w tych systemach nie ma. Maluje więc hobbystycznie, choć chciałby z tego zrobić „sposób na życie i zarabianie”. Póki co, to ostatnie jest w sferze marzeń. Na zakończenie chciałabym pokazać kilka jego prac sfotografowanych telefonem komórkowym, mam nadzieję, że zdjęcia będą na tyle wyraźne, byście mogli sami ocenić, czy On ma talent, czy tylko zarozumiała mamusia tak sobie wmawia.
to są w kolejności: rysunek psa koleżanki(jego nie mojej); rysunek orła(nie wiem skąd zaczerpnął temat); tatuaż na jego własnym ciele(o ile wiem projekt jego i wykonanie też); dwie ostatnie prace to rysunki figurek Warhammera(tak przynajmniej kojarzę, ale pomalował tych warhamerowskich modeli już tyle, że nie jestem pewna). Przepraszam, że wklejone zdjęcia są w poziomie, a nie w pionie, ale nie umiem ich obrócić. (mniej)