31 stycznia 2010 14:39 SEKS (NIE TYLKO) W WIELKIM MIEŚCIE
Tak się jakoś składa, że każdy kolejny tekst jaki pokazuje się na blogu „Zrodzonej z” prowokuje mnie do napisania notki u siebie. Tym razem będzie to nawiązanie do „Edukacja seksualna na poziomie kota”. Podziwiam autorkę, że ma odwagę poruszać sprawę seksu i naszej wiedzy na ten temat, że mówi szczerze i otwarcie. Pomimo, że jako społeczeństwo zrobiliśmy ogromny krok naprzód w tym zakresie, to jednak są grupy ludzi, gdzie o seksie się ... (więcej)
Tak się jakoś składa, że każdy kolejny tekst jaki pokazuje się na blogu „Zrodzonej z” prowokuje mnie do napisania notki u siebie. Tym razem będzie to nawiązanie do „Edukacja seksualna na poziomie kota”. Podziwiam autorkę, że ma odwagę poruszać sprawę seksu i naszej wiedzy na ten temat, że mówi szczerze i otwarcie. Pomimo, że jako społeczeństwo zrobiliśmy ogromny krok naprzód w tym zakresie, to jednak są grupy ludzi, gdzie o seksie się nie mówi, traktując go jako tabu. Dotyczy to szczególnie pokolenia mojej matki, a w dużej części także mojego. Ludzie w przedziale wiekowym 40-20 podchodzą do sprawy seksu nowocześniej. Moje naśladownictwo „Zrodzonej z” co do tematów poruszanych na blogu, może wynikać z dwóch rzeczy, albo jestem Nią tak zafascynowana, że koniecznie chcę wtrącić swoje trzy grosze, albo nastąpiła u mnie posucha twórcza. Fascynacji autorką „Czarno na białym” się nie wypieram, z niecierpliwością czekam na każdy jej nowy tekst, zastanawiając się „co tym razem wymyśli”. No i wymyśla „szatańskie rzeczy”, o których pisze we „Freedom”. Taką listę spraw do załatwienia przedstawili też bohaterowie filmu „Choć czas nas pogania”. Moja lista marzeń jest znacznie krótsza. Chciałabym załatwić u notariusza przepisanie własności mieszkania na syna, doczekać się wnuka/ki, napisać książkę o ludziach, których znałam i podziwiałam(moi nieżyjący już niestety wykładowcy uniwersyteccy), przetańczyć całą noc. Zanim jednak przystąpię do realizacji tych zamierzeń pozwolę sobie przedstawić kilka wspomnień o naszej rodzinnej edukacji seksualnej.
Moja matka nie uświadamiała mnie, nie rozmawiała ze mną na tematy intymne. Kiedy zaczęłam się interesować płcią przeciwną i zapragnęłam kontaktów cielesnych, to moimi nauczycielami byli: Michalina Wisłocka i jej „Sztuka kochania”, Julian Godlewski z „Życiem płciowym człowieka”, „Kamasutra”, Kazimierz Imieliński „Życie intymne człowieka”, Bronisław Malinowski „Życie seksualne dzikich”. Kiedy matka zobaczyła co czytuję, skrzywiła się jakby zjadła cytrynę, prychnęła, pokręciła z dezaprobatą głową i ostentacyjnie wyszła z pokoju. Moi rodzice nigdy nie okazywali sobie czułości w naszej obecności. Podobnego zachowania oczekiwali od nas. Ja nie mogłam przyjść do matki i otwarcie powiedzieć, że idę do faceta i spędzę z nim noc. Kiedy sama zostałam matką, to obiecałam sobie, że będę dużo rozmawiała z moim dzieckiem na temat uczuć, życia erotycznego, relacji pomiędzy nim a partnerką. W najmłodszych latach życia mojego syna rolę tę spełniał za mnie, fantastyczny( moim zdaniem) francuski film animowany „Było sobie życie”. Oglądaliśmy go wspólnie. Bardzo żałuję, że na przestrzeni 25 lat powtórzono(i to chyba nie w całości) ten film tylko raz. Na lekcjach w szkole w ramach zajęć „Życie w rodzinie” pani prowadząca podobno mówiła tak nieciekawie, że mój syn twierdził iż się nudzi, bo to wszystko już wie. Najprawdopodobniej dowiedział się interesujących go zagadnień od starszych kolegów, bo rozmów ze mną unikał. Kiedy zaczął spotykać się z dziewczynami „na poważnie”, to podjęłam kolejną próbę rozmowy na temat relacji męsko-damskich. Spojrzał na mnie jakbym zerwała się z choinki i powiedział „chyba nie oczekujesz, że będę z tobą gadał o tych sprawach”. Z drugiej jednak strony bardzo chciał porozmawiać o tym z ojcem. Nie było mu to jednak dane, ponieważ tatusia interesowało jego własne życie erotyczne z kolejnymi partnerkami, a nie problemy syna. Wiedzę teoretyczną na temat fizjologii człowieka i uprawiania seksu mój syn ma, niestety nie ma w tym mojej zasługi. Obył się bez moich rad. Mimo to nie radzi sobie ze swoimi uczuciami, bo jego związki nie są trwałe, nie myśli o założeniu rodziny, o dzieciach, choć wiek stosowny ku temu. (mniej)