23 stycznia 2010 08:11 "I mnie w opiece swe miej"
Pierwszy komentarz do wpisu „Pierwsze damy” zamieściła „Zante”, która poleciła mi bloga Starka (http:Stark.blog.onet.pl/). Blog nosi tytuł „Męskie spojrzenie”, a w nim pod datą 10 stycznia 2010 znajduje się wpis „Czy tak ma wyglądać wiara”. Już pierwsze słowa wpieniły mnie tak bardzo, że postanowiłam zacytować słowa osoby używającej Nicka „Stark”. Oto co zostało napisane „ każdy w coś wierzy. Nawet atei... (więcej)
Pierwszy komentarz do wpisu „Pierwsze damy” zamieściła „Zante”, która poleciła mi bloga Starka (http:Stark.blog.onet.pl/). Blog nosi tytuł „Męskie spojrzenie”, a w nim pod datą 10 stycznia 2010 znajduje się wpis „Czy tak ma wyglądać wiara”. Już pierwsze słowa wpieniły mnie tak bardzo, że postanowiłam zacytować słowa osoby używającej Nicka „Stark”. Oto co zostało napisane „ każdy w coś wierzy. Nawet ateiści wierzą tylko sami nie wiedzą w co. Przeważnie wierzą, że wielka kasa to klucz do szczęścia. W większości ich Bogiem są pieniądze…” W tym momencie miałam dość. Na studiach miałam zajęcia z filozofii, które prowadził pan dr Stefan Sarnecki. Kiedyś powiedział „mówi się, że ateiści, to ludzie niewierzący, a to nieprawda, bo oni też wierzą. Oni wierzą w to, że Bóg nie istnieje”. Jeżeli wypowiedź tę uznać za swego rodzaju definicję , to jasno widać iż fałszywe jest stwierdzenie, że” ateiści wierzą tylko nie wiedzą w co”. Ciekawa jestem jak wielu ateistów zna osobiście pan Stark by głosić , że dla ateisty pieniądze są Bogiem i kluczem do szczęścia. Swoją opinię głosi w oparciu o jakieś konkretne badania, czy kieruje się tylko swoimi spostrzeżeniami?
Ja będąc dzieckiem poznałam fantastycznego księdza. Mieszkał w rodzinnej wsi mojej matki i był zaprzyjaźniony z jej rodziną. Kiedy odwiedzał brata mojej babki Heleny, to z rozdziawioną gębą przysłuchiwałam się ich dysputom na tematy religijne, polityczne i społeczne. Księdza tego uwielbiałam za rozległą wiedzę i umiejętność odnajdywania argumentów dla poparcia swoich słów nie tylko w biblii, ale także w literaturze, historii i filozofii. Później już nie spotkałam księdza, który chociaż w części miałby taką charyzmę jak ten z dzieciństwa. Cytowany przeze nie pan Stark pisze ”ksiądz to też człowiek”, cóż za odkrywcza myśl, czyżby ten pan uważał, że ateiści księdza wezmą za mrówkę, bo też czarna?). Przez niektórych ludzi będę uważana za ateistkę(nie byłam u komunii, ani u bierzmowania, nie przyjmuję księdza po kolędzie, nie chodzę do kościoła). Czy to jednak oznacza, że nie wierzę w Boga? Nie byłam u komunii, bo ksiądz z ówczesnej parafii nie chciał bym przystąpiła do niej ze zdrowymi rówieśnikami, bo to „będzie nieładnie wyglądało”. Moja babcia chciała mnie posłać u siebie na wsi, ale Jej przedwczesna śmierć zniweczyła te plany. Do kościoła nie chodzę, bo się wstydziłam, że moje podbite metalowymi blaszkami czubki butów dzwonią o kamienną posadzkę, sprawiając, że zgromadzeni w kościele gapili się na mnie, deprymując i zawstydzając. Pewnego razu, gdy mój syn miał przystąpić do pierwszej komunii, postanowiłam przyjąć księdza po kolędzie. Od syna sąsiadki mój malec nasłuchał się jak to fajnie wygląda: ksiądz ogląda zeszyt do religii, daje święty obrazek, głaszcze po głowie. On też chciał to przeżyć. Wyznaczonego dnia ksiądz przyszedł tuż po naszym powrocie ze szkoły. Otwierałam mu drzwi będąc jeszcze w płaszczu. Wizyta była bardzo krótka, nie było oglądania zeszytu, świętego obrazka, głaskania po głowie, tylko uścisk dłoni i „życzę pani wszystkiego dobrego”. Z początku nie zastanawiałam się dlaczego wizyta księdza w moim domu była tak różna od tej u sąsiadki. Musiałam najpierw uspokoić syna, który się rozpłakał, nie mogąc zrozumieć w czym jest gorszy od kolegi Pawła. Kiedy wieczorem leżałam w łóżku pomyślałam, że na jakość wizyty wpłynął brak koperty na stole. Może osąd ten był błędny i krzywdzący, ale faktem jest , że w następnych latach nie znajdywałam kartki wetkniętej w drzwi o terminach wizyt duszpasterskich.
W czasie studiów, gdy zawaliłam zaliczenie lub egzamin lubiłam wejść do kościoła Świętego Krzyża by posiedzieć. Nie modliłam się tylko rozmawiałam z Bogiem, prosząc o pomoc i wsparcie. Dziwnym trafem(a może wcale nie tak dziwnym) zawsze po takim spotkaniu moje problemy znajdywały rozwiązanie. Od tamtej pory rozmawiam z Bogiem zawsze gdy czuję taką potrzebę, choć nie ma wtedy ani kościoła ani księdza, jest za to wiara, że będzie dobrze. Wierzę w ludzi(choć przez wielu byłam skrzywdzona), w dobro(choć zaznałam więcej zła), w wierność(choć mężczyźni, których kochałam wiernymi mi nie byli), wierzę że pieniądz rządzi światem(ale nie jest on dla mnie bogiem czy kluczem do szczęścia). Ateista- „ten, kto odrzuca istnienie Boga”(definicja wg. „Słownika języka polskiego” PWN), nie musi być materialistą, dla którego pieniądz jest najważniejszy. Dlatego też opinię pana Starka uważam za krzywdzącą i obraźliwą. Ilość komentarzy zamieszczonych na stronie „Męskie spojrzenie” dowodzi, że temat poruszył nie tylko mnie. Nie zgłębiałam tych wypowiedzi, dlatego też nie wiem ilu wypowiadających się podziela jego zadanie, a ilu się nie zgadza. Wszystkim czytającym dedykuję„Modlitwę”Okudżawy(http://www.youtube.com/watch?v=KqwhGyIne3I ).
(mniej)
Ja będąc dzieckiem poznałam fantastycznego księdza. Mieszkał w rodzinnej wsi mojej matki i był zaprzyjaźniony z jej rodziną. Kiedy odwiedzał brata mojej babki Heleny, to z rozdziawioną gębą przysłuchiwałam się ich dysputom na tematy religijne, polityczne i społeczne. Księdza tego uwielbiałam za rozległą wiedzę i umiejętność odnajdywania argumentów dla poparcia swoich słów nie tylko w biblii, ale także w literaturze, historii i filozofii. Później już nie spotkałam księdza, który chociaż w części miałby taką charyzmę jak ten z dzieciństwa. Cytowany przeze nie pan Stark pisze ”ksiądz to też człowiek”, cóż za odkrywcza myśl, czyżby ten pan uważał, że ateiści księdza wezmą za mrówkę, bo też czarna?). Przez niektórych ludzi będę uważana za ateistkę(nie byłam u komunii, ani u bierzmowania, nie przyjmuję księdza po kolędzie, nie chodzę do kościoła). Czy to jednak oznacza, że nie wierzę w Boga? Nie byłam u komunii, bo ksiądz z ówczesnej parafii nie chciał bym przystąpiła do niej ze zdrowymi rówieśnikami, bo to „będzie nieładnie wyglądało”. Moja babcia chciała mnie posłać u siebie na wsi, ale Jej przedwczesna śmierć zniweczyła te plany. Do kościoła nie chodzę, bo się wstydziłam, że moje podbite metalowymi blaszkami czubki butów dzwonią o kamienną posadzkę, sprawiając, że zgromadzeni w kościele gapili się na mnie, deprymując i zawstydzając. Pewnego razu, gdy mój syn miał przystąpić do pierwszej komunii, postanowiłam przyjąć księdza po kolędzie. Od syna sąsiadki mój malec nasłuchał się jak to fajnie wygląda: ksiądz ogląda zeszyt do religii, daje święty obrazek, głaszcze po głowie. On też chciał to przeżyć. Wyznaczonego dnia ksiądz przyszedł tuż po naszym powrocie ze szkoły. Otwierałam mu drzwi będąc jeszcze w płaszczu. Wizyta była bardzo krótka, nie było oglądania zeszytu, świętego obrazka, głaskania po głowie, tylko uścisk dłoni i „życzę pani wszystkiego dobrego”. Z początku nie zastanawiałam się dlaczego wizyta księdza w moim domu była tak różna od tej u sąsiadki. Musiałam najpierw uspokoić syna, który się rozpłakał, nie mogąc zrozumieć w czym jest gorszy od kolegi Pawła. Kiedy wieczorem leżałam w łóżku pomyślałam, że na jakość wizyty wpłynął brak koperty na stole. Może osąd ten był błędny i krzywdzący, ale faktem jest , że w następnych latach nie znajdywałam kartki wetkniętej w drzwi o terminach wizyt duszpasterskich.
W czasie studiów, gdy zawaliłam zaliczenie lub egzamin lubiłam wejść do kościoła Świętego Krzyża by posiedzieć. Nie modliłam się tylko rozmawiałam z Bogiem, prosząc o pomoc i wsparcie. Dziwnym trafem(a może wcale nie tak dziwnym) zawsze po takim spotkaniu moje problemy znajdywały rozwiązanie. Od tamtej pory rozmawiam z Bogiem zawsze gdy czuję taką potrzebę, choć nie ma wtedy ani kościoła ani księdza, jest za to wiara, że będzie dobrze. Wierzę w ludzi(choć przez wielu byłam skrzywdzona), w dobro(choć zaznałam więcej zła), w wierność(choć mężczyźni, których kochałam wiernymi mi nie byli), wierzę że pieniądz rządzi światem(ale nie jest on dla mnie bogiem czy kluczem do szczęścia). Ateista- „ten, kto odrzuca istnienie Boga”(definicja wg. „Słownika języka polskiego” PWN), nie musi być materialistą, dla którego pieniądz jest najważniejszy. Dlatego też opinię pana Starka uważam za krzywdzącą i obraźliwą. Ilość komentarzy zamieszczonych na stronie „Męskie spojrzenie” dowodzi, że temat poruszył nie tylko mnie. Nie zgłębiałam tych wypowiedzi, dlatego też nie wiem ilu wypowiadających się podziela jego zadanie, a ilu się nie zgadza. Wszystkim czytającym dedykuję„Modlitwę”Okudżawy(http://www.youtube.com/watch?v=KqwhGyIne3I ).
(mniej)