21 stycznia 2010 06:21 BABCIE I DZIADKOWIE
Dzisiaj i jutro wypadają piękne święta –DZIEŃ BABCI i DZIADKA. Wszystkim, którzy mogą je obchodzić, życzę wszystkiego najlepszego.
Swoich dziadków ze strony ojca nie znałam. Babcia zmarła w roku 1934 wydając na świat drugiego syna- Zbigniewa, a dziadek w 1953. Ojciec o nich nie opowiadał, więc tak naprawdę nie wiem jakimi byli ludźmi. Rodzice mojej matki pochodzili z Wielkopolski. Oboje byli średniego wzrostu i w czasie, gdy ja ich poznałam już ko... (więcej)
Swoich dziadków ze strony ojca nie znałam. Babcia zmarła w roku 1934 wydając na świat drugiego syna- Zbigniewa, a dziadek w 1953. Ojciec o nich nie opowiadał, więc tak naprawdę nie wiem jakimi byli ludźmi. Rodzice mojej matki pochodzili z Wielkopolski. Oboje byli średniego wzrostu i w czasie, gdy ja ich poznałam już ko... (więcej)
Dzisiaj i jutro wypadają piękne święta –DZIEŃ BABCI i DZIADKA. Wszystkim, którzy mogą je obchodzić, życzę wszystkiego najlepszego.
Swoich dziadków ze strony ojca nie znałam. Babcia zmarła w roku 1934 wydając na świat drugiego syna- Zbigniewa, a dziadek w 1953. Ojciec o nich nie opowiadał, więc tak naprawdę nie wiem jakimi byli ludźmi. Rodzice mojej matki pochodzili z Wielkopolski. Oboje byli średniego wzrostu i w czasie, gdy ja ich poznałam już korpulentnymi osobami. O dziadku niewiele mogę powiedzieć, poza tym, że rozpuszczał moją siostrę jak dziadowski bicz, że uwielbiał spacerować po chodniku przed swoim domem z rękoma założonymi na plecach, no i że był pantoflarzem oraz człowiekiem mało przedsiębiorczym. Ja uwielbiałam Jego żonę- babcię Helenę. Chociaż, to matka poświęciła mi całe życie opiekując się mną, to uważam, że to babcia zmotywowała ją do takiego postępowania i wspierała w chwilach zwątpienia. Pamiętam jak kąpały mnie w cynowej bali wypełnionej igliwiem, jak babcia uczyła mnie zaplatać warkocze za pomocą szmatki przedartej na trzy pasemka i przywiązanej do krzesła. W czasach, gdy rodzinny dom mojej mamy miał kamienny ganek, na który wchodziło się po trzech czy czterech dość wysokich stopniach, siadałyśmy w nim z babcią i ubijałyśmy masło w drewnianej maselnicy. To Ona lała mnie ścierką, gdy przepadałam z dzieciakami na długie godziny, nie wracając na czas i krzyczała, „ty powsinogo”. To Babcia Helena wyrabiała w dzieży chleb, który później nosiło się do piekarza, by upiekł w specjalnym piecu, to Ona robiła najwspanialsze ciasto drożdżowe z kruszonką, leciutkie i puszyste, najlepiej smakujące z masłem, dżemem i mlekiem prosto od krowy. Była bardzo mądrą kobietą, wychowanką Urszulanek. Przede wszystkim jednak była bardzo pracowita. Nigdy nie widziałam jej siedzącej bezczynnie. To dzięki Niej był w gospodarstwie inwentarz(konie, krowy, świnie, kury i kaczki), bo to Ona o te stworzenia dbała. Wzbudzała powszechny szacunek i respekt(nawet u okupantów). Wychowała 4 –ro dzieci i tyleż samo wnucząt. Gdy zmarła na skutek zakrzepu, który poszedł do serca, to jeździłam na wieś już mniej chętnie, bo gospodarstwo zaczęło podupadać, dziadek stał się jeszcze bardziej obcy, a dom stracił ciepłą i rodzinną atmosferę.
Choć swoim rodzicom mogłabym zarzucić to i owo, to jednak oni jako dziadkowie spisali się na medal. Ojciec był wspaniałym dziadkiem zarówno dla K.K.(córki mojej siostry) jak i dla mojego syna. Moja matka choć z pewnością kochała wnuczkę, to jednak wyraźnie faworyzowała wnuka, usprawiedliwiając to tym, że wychowuje się bez ojca. Taka postawa sprawiła, że moja siostra miała żal do matki, do mnie i do mojego syna, bo uważała, że jej córka jest pomijana. Dziadek chodził z moim synem po lekarzach, prowadzał na spacery, kupował bajki, oglądane za pomocą rzutnika na ścianie dziecinnego pokoju. Oboje wraz z moją matką dbali o to, by wnuczęta miały zapewnione wakacje i ferie. Ani ja ani moja siostra nie mogłybyśmy wrócić do pracy zawodowej, gdyby nie ich pomoc w wychowaniu naszych dzieci. Ja nie poradziłabym sobie jako samotna matka, gdyby nie wspierali mnie także finansowo. Mój syn bardzo dużo zawdzięcza swoim dziadkom i bardzo mnie boli, że tak rzadko o Nich pamięta, bo na cmentarzu nie był od dawna. Jego druga babcia jeszcze żyje, niedawno skończyła 82 lata. Syn mój jednak spogląda na Nią przez pryzmat postępowania swojego ojca, choć jest uprzejmy gdy rozmawia z Nią przez telefon, to jednak nie czuje żadnej więzi emocjonalnej. Nie chce się z Nią zobaczyć, ostatnio widzieli się na jego komunii. Bardzo mnie to boli, bo mam świadomość, że gdy mnie zabraknie, to zostanie zupełnie sam, ponieważ na moją siostrę i Jej rodzinę nie ma co liczyć. Ja wnuków jeszcze nie mam, choć czas już po temu i nie wiem czy się doczekam. Mój syn nie ma szczęścia do partnerek, a on sam nie widzi się w roli ojca. Moja siostra jest bardzo dobrą babcią, trochę Jej z tego powodu zazdroszczę, bo też bym chciała móc znowu kogoś pokochać. (mniej)
Swoich dziadków ze strony ojca nie znałam. Babcia zmarła w roku 1934 wydając na świat drugiego syna- Zbigniewa, a dziadek w 1953. Ojciec o nich nie opowiadał, więc tak naprawdę nie wiem jakimi byli ludźmi. Rodzice mojej matki pochodzili z Wielkopolski. Oboje byli średniego wzrostu i w czasie, gdy ja ich poznałam już korpulentnymi osobami. O dziadku niewiele mogę powiedzieć, poza tym, że rozpuszczał moją siostrę jak dziadowski bicz, że uwielbiał spacerować po chodniku przed swoim domem z rękoma założonymi na plecach, no i że był pantoflarzem oraz człowiekiem mało przedsiębiorczym. Ja uwielbiałam Jego żonę- babcię Helenę. Chociaż, to matka poświęciła mi całe życie opiekując się mną, to uważam, że to babcia zmotywowała ją do takiego postępowania i wspierała w chwilach zwątpienia. Pamiętam jak kąpały mnie w cynowej bali wypełnionej igliwiem, jak babcia uczyła mnie zaplatać warkocze za pomocą szmatki przedartej na trzy pasemka i przywiązanej do krzesła. W czasach, gdy rodzinny dom mojej mamy miał kamienny ganek, na który wchodziło się po trzech czy czterech dość wysokich stopniach, siadałyśmy w nim z babcią i ubijałyśmy masło w drewnianej maselnicy. To Ona lała mnie ścierką, gdy przepadałam z dzieciakami na długie godziny, nie wracając na czas i krzyczała, „ty powsinogo”. To Babcia Helena wyrabiała w dzieży chleb, który później nosiło się do piekarza, by upiekł w specjalnym piecu, to Ona robiła najwspanialsze ciasto drożdżowe z kruszonką, leciutkie i puszyste, najlepiej smakujące z masłem, dżemem i mlekiem prosto od krowy. Była bardzo mądrą kobietą, wychowanką Urszulanek. Przede wszystkim jednak była bardzo pracowita. Nigdy nie widziałam jej siedzącej bezczynnie. To dzięki Niej był w gospodarstwie inwentarz(konie, krowy, świnie, kury i kaczki), bo to Ona o te stworzenia dbała. Wzbudzała powszechny szacunek i respekt(nawet u okupantów). Wychowała 4 –ro dzieci i tyleż samo wnucząt. Gdy zmarła na skutek zakrzepu, który poszedł do serca, to jeździłam na wieś już mniej chętnie, bo gospodarstwo zaczęło podupadać, dziadek stał się jeszcze bardziej obcy, a dom stracił ciepłą i rodzinną atmosferę.
Choć swoim rodzicom mogłabym zarzucić to i owo, to jednak oni jako dziadkowie spisali się na medal. Ojciec był wspaniałym dziadkiem zarówno dla K.K.(córki mojej siostry) jak i dla mojego syna. Moja matka choć z pewnością kochała wnuczkę, to jednak wyraźnie faworyzowała wnuka, usprawiedliwiając to tym, że wychowuje się bez ojca. Taka postawa sprawiła, że moja siostra miała żal do matki, do mnie i do mojego syna, bo uważała, że jej córka jest pomijana. Dziadek chodził z moim synem po lekarzach, prowadzał na spacery, kupował bajki, oglądane za pomocą rzutnika na ścianie dziecinnego pokoju. Oboje wraz z moją matką dbali o to, by wnuczęta miały zapewnione wakacje i ferie. Ani ja ani moja siostra nie mogłybyśmy wrócić do pracy zawodowej, gdyby nie ich pomoc w wychowaniu naszych dzieci. Ja nie poradziłabym sobie jako samotna matka, gdyby nie wspierali mnie także finansowo. Mój syn bardzo dużo zawdzięcza swoim dziadkom i bardzo mnie boli, że tak rzadko o Nich pamięta, bo na cmentarzu nie był od dawna. Jego druga babcia jeszcze żyje, niedawno skończyła 82 lata. Syn mój jednak spogląda na Nią przez pryzmat postępowania swojego ojca, choć jest uprzejmy gdy rozmawia z Nią przez telefon, to jednak nie czuje żadnej więzi emocjonalnej. Nie chce się z Nią zobaczyć, ostatnio widzieli się na jego komunii. Bardzo mnie to boli, bo mam świadomość, że gdy mnie zabraknie, to zostanie zupełnie sam, ponieważ na moją siostrę i Jej rodzinę nie ma co liczyć. Ja wnuków jeszcze nie mam, choć czas już po temu i nie wiem czy się doczekam. Mój syn nie ma szczęścia do partnerek, a on sam nie widzi się w roli ojca. Moja siostra jest bardzo dobrą babcią, trochę Jej z tego powodu zazdroszczę, bo też bym chciała móc znowu kogoś pokochać. (mniej)