18 stycznia 2010 13:10 PIERWSZE DAMY!!
Rozpoczynając pisanie cyklu „Cudze chwalicie…” wyjaśniłam dlaczego chcę to robić. Zanim jednak powstał ten cykl wspominałam lub omówiłam kilka moich ulubionych blogów, które są pisane poza Blogomanią. Dzisiaj chciałabym powrócić do tego zwyczaju i opowiedzieć o blogach, które zrobiły na mnie wrażenie. Prowadzenie swojego bloga rozpoczęłam dzięki wpisowi „Siódmy stopień” wspominając, że został on zamieszczony na... (więcej)
Rozpoczynając pisanie cyklu „Cudze chwalicie…” wyjaśniłam dlaczego chcę to robić. Zanim jednak powstał ten cykl wspominałam lub omówiłam kilka moich ulubionych blogów, które są pisane poza Blogomanią. Dzisiaj chciałabym powrócić do tego zwyczaju i opowiedzieć o blogach, które zrobiły na mnie wrażenie. Prowadzenie swojego bloga rozpoczęłam dzięki wpisowi „Siódmy stopień” wspominając, że został on zamieszczony na jednym z moich ulubionych blogów. Teraz chciałabym powiedzieć na jego temat coś więcej.
SZUFLADA NIOBE- trafiłam tam przypadkiem. Przeglądając katalog przeczytałam nazwę, serce zaczęło mi mocniej bić, a wewnętrzny głos podszeptywał „to jest to”. Intuicja mnie nie zawiodła. Gdy przeczytałam argumentację autorki, dlaczego zaczęła go prowadzić, to odnalazłam w Jej słowach własne pragnienia. Od pierwszej chwili stała mi się bliska, nie tylko chętnie czytałam wpisy, ale zdobyłam się także na ich komentowanie. Nie ma dnia, bym nie zaglądała tam. Autorka swoje myśli spisuje w kilku kategoriach, dając przekrój tego co Ją boli, co bawi, co denerwuje, albo co powinna skomentować. „Obserwacje”- to wpisy dotyczące otaczającej Ją rzeczywistości. „Czarnowidztwo”- niepokoje i lęki, od których nikt z nas nie jest wolny; „Po prostu szuflada”, to zapis jej codzienności. „Służbowy stan splątania” mówi o pracy widzianej z przymrużeniem oka. „Pod powiekami", „Trzeci”, „Za skórą”- to bardzo osobiste wynurzenia dotyczące rodziny, takiej jaką była, jest i będzie. Autorka tego bloga, to osoba bardzo skromna, ciepła, pełna życzliwości dla ludzi. Na każdy mój komentarz odpowiadała, nawet jeżeli nie podzielała zawartych w nim treści. Po prostu jest to kobieta, która wie, że dobre wychowanie „nakazuje” odpowiedzieć piszącemu choćby jednym zdaniem, bo w ten sposób daje się sygnał, że został on zauważony i nie zlekceważony. Nie ukrywam, że do" Niobe" mam szczególną słabość i stosunek silnie emocjonalny. Dlatego też postanowiłam napisać te kilka słów, choć zrobiłam to bez Jej zgody. Mam nadzieję, że wybaczy mi to, ale szczerze mówiąc bałam się, że mi odmówi, bo nie lubi wokół siebie rozgłosu. Ja jednak uważam, że jest osobą tak ciekawą, iż warto Ją przedstawić tym, którzy czytują mnie, a nie mieli szczęścia trafić do Niej.
Kobietę, którą chciałabym przedstawić poznałam na blogu" Niobe". Pisząc komentarze do "Szuflady Niobe" niewiasta ta podpisywała się „Mama-pszczoła”. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że jest Ona narratorką blogu „Świat według Pszczółki”, który był obok „Preclowej strony” jednym z pierwszych przeze mnie przeczytanych, gdy weszłam w świat Internetu. Nad obydwoma blogami poryczałam się jak bóbr i przez kilka dni w ogóle nie mogłam czytać czegokolwiek , tak byłam roztrzęsiona. „Preclową stronę” czytuję nadal, każdy nowy wpis przyjmując z ogromną radością, bo zakochałam się w tym uroczym brzdącu, o którym ona opowiada.Niestety blog „Pszczółki” zamknął swoje podwoje i przyznam się, że w chwili gdy o tym przeczytałam zrobiło mi się smutno i żal. Całkiem niedawno dzięki "Niobe", która na marginesie swojego bloga miała wpisaną nazwę „Z prochu powstałeś” trafiłam na blog, o którym kilka moich refleksji. „CZARNO NA BIAŁYM”- pisze dawna narratorka „Świata według Pszczółki”, tyle tylko, że tam opisywała świat widziany oczami dziecka, a tu mamy do czynienia z obserwacjami kobiety dorosłej. Dopiero po kilku wpisach, zamieszczanych wtedy jeszcze pod nagłówkiem „Z prochu powstałeś”, zorientowałam się, że „zrodzona z” jest mi już znana jako dawna „mama pszczoła”. Kiedy zamieszczałyśmy komentarze na blogu "Niobe", to tak się jakoś składało, że zawsze była krytyczna wobec moich wypowiedzi i niejedno żądło wypuszczone w moją stronę, mocno bolało. Dzięki Niej zaprzestałam nawet na krótki czas zamieszczania komentarzy gdziekolwiek, nie chcąc się narażać na kolejną krytykę. Własny blog „Zrodzonej z ” czytałam z przyjemnością, ale od komentarzy stroniłam. Ona sama tak o sobie pisze: „zrodzona z..kobieta zmienna- prosząca czytelników o cierpliwość w przyzwyczajaniu się do częstych zmian w wyglądzie bloga. Bo na blogu jak i w życiu, różnie koło fortuny się toczy…”. Przyznaję się, że szata graficzna jaka towarzyszyła temu blogowi, gdy nosił on nazwę „Z prochu…” bardziej mi odpowiadała. Kolory były jasne, ciepłe dające poczucie spokoju. Blog w obecnym kształcie wywołuje u mnie dreszcze za każdym razem gdy tam wchodzę. Sama nie wiem dlaczego, bo lubię połączenie bieli z czernią i nigdy nie wywoływało ono u mnie uczucia zimna, a tak jest tym razem. Obiektywnie jednak muszę przyznać, że obecny wygląd bloga bardziej teraz pasuje do autorki. Ta niespełna trzydziestoletnia kobieta, to osoba pewna siebie, bardzo inteligentna, o dużej wiedzy, którą lubi się popisywać. Czasami mnie to denerwuje, bo ma się wrażenie , że jest przemądrzała, ale w większości przypadków budzi podziw, że przy pracy zawodowej, opiece nad dwoma córkami i obowiązkami związanymi z prowadzeniem domu, znajduje czas na czytanie, poznawanie i doskonalenie. Ja podziwiam ją także za odwagę, w przedstawianiu niektórych tematów jak i za sposób w jaki to robi. Wielokrotnie sama miałabym ochotę o czymś powiedzieć, ale boję się, że mogłabym kogoś urazić, zniechęcić do siebie. Pomimo, że wraz z upływem czasu wyzbyłam się wielu kompleksów i teraz śmielej mówię o wielu sprawach, to jednak gdzieś pod skórą siedzi we mnie „mała, szara myszka”, która przeprasza za to, że żyje. Zupełnie inaczej sprawa ma się ze „Zrodzoną z”, ona nie boi się mówić tego co myśli. Robi to w sposób dobitny, ostry, czasami pikantnym językiem. Podchodzi do życia na zasadzie „czy tu biją, a jeśli tak, to jak mocno”. Wierzcie mi, że potrafi przywalić jak Ją coś wkurzy, i co ważniejsze nie boi się tego, co inni o niej pomyślą. Ma odwagę wypowiadać głośno swoje poglądy, bo ma świadomość, że mądry zrozumie, a głupiemu „nic po rozumie, gdy korzystać zeń nie umie”. Był by w błędzie ten, kto uważałby, że jest to tylko „drapieżna lwica” dostrzegająca absurdy naszej rzeczywistości i piętnująca je. Ona naprawdę zmienną jest, bo kiedy „wchodzi w swój intymny mały świat” własnej rodziny, to jest czuła, pobłażliwa, tolerancyjna i opiekuńcza. Wtedy widzimy kochającą żonę i matkę, westalkę czuwającą nad domowym ogniskiem. Mój podziw dla Niej był powodem napisania o Jej blogu, bo reklamy Ona nie potrzebuje od nikogo. Jej teksty są tak dobre, że biją rekordy popularności(ponad 136000 odwiedzin, prawie 1300 komentarzy najlepiej o ty świadczy). Obie prowadzimy swoje blogi tak samo długo, jednak gdybym żyła jeszcze „naście” lat i codziennie pisała jeden tekst, to i tak nie osiągnęłabym takich wyników jakie ma blog „Zrodzonej z” w dniu dzisiejszym. Dlaczego więc piszę o nim? Ponieważ mam świadomość, że są jeszcze tacy, którzy mogli na Jej blog nie trafić, a ja uważam, że warto . W imieniu „Zrodzonej z” i swoim własnym zapraszam. Mimoza-symbol delikatności i kruchości-to mój własny "określnik" następnej bohaterki.
Na kolejny blog trafiłam dzięki jego autorce, która zamieściła komentarz do „Lata parzyste i nieparzyste”. „Zante”, bo ją mam na myśli wraz ze „Zrodzoną z” sprawiły iż wpis ten osiągnął rekordową jak dla mnie ilość komentarzy(16), bo do tej pory najwięcej , to było chyba 6. I niestety obawiam się, że szesnastka nie zostanie pobita, bo nawet jeżeli te panie będą jeszcze kiedyś komentowały jakiś mój wpis, to polemika nie będzie tak obszerna, ponieważ dłuższe rozmowy będę chciała już prowadzić w mailach. O blogu „Zante” postanowiłam napisać, bo cudownie potrafi mówić…
SZEPTEM-ciepło, z humorem, czasem autoironicznie, czasem krytycznie. Jest to opowieść o życiu niepracującej kobiety. Są w tym życiu troski i lęki: o chorego męża, studiującego 20 letniego syna i córkę, młodą mężatkę, która wyfrunęła z rodzinnego gniazda. Jej „opowieści” czyta się lekko, z przyjemnością. Ja odnalazłam w Jej przeżyciach wiele własnych. Kiedy zaczęłam czytać tego bloga, to od pierwszej chwili wiedziałam, że będę tam częstym gościem. Jest to zapis Jej współczesności, ale ten kto przeczyta podblog „Opowiastki córki” dowie się bardzo wiele o Jej przeżyciach w przeszłości, która bolesna a miejscami tragiczna, odcisnęła piętno na Jej obecnym życiu i sprawiła, że ma ona takie a nie inne spojrzenie na nie. „Zante” to młoda kobieta, ciepła, wrażliwa, bardzo mądra i taka, że chciałoby się chętnie mieć Ją w gronie swoich przyjaciół, bo w trudnych momentach potrafiłaby doradzić. Dobra zabawa, śmiech nie są Jej obce, miłym byłaby więc kompanem w chwilach, gdy chcemy z kimś podzielić się radością. Zajrzyjcie do Niej i przekonajcie się sami jak wspaniały jest Jej " Szept". Gdyby ktoś z odwiedzających mojego bloga odniósł wrażenie, że opisałam powyższe blogi z wdzięczności za komentarze, to wyjaśniam: "Niobe" nigdy nie pisała u mnie komentarza( przypuszczam, że nawet nie czytała żadnego mojego tekstu). Opisałam „Szufladę”, bo kryje ona w sobie niebanalne treści. Ze „Zrodzoną z” jeszcze nie raz będę się różniła poglądowo(bo jest między nami różnica pokolenia, bo mamy inne charaktery), ale cenię w ludziach mądrość, odwagę i hart ducha, a tym się cechuje autorka „Czarno na białym”. Z „Zante” choć wiekowo i mentalnie bliżej Jej do dwóch powyżej opisanych autorek, chciałabym być w kontakcie, bo dzięki Jej blogowi odnajduję spokój, którego mi brakuje w mojej samotnej egzystencji. Wszystkie blogi, te opisane kiedyś, te dzisiejsze i te które opiszę w przyszłości będą na stronie „Moje hobby, to życie”, bo mnie wzruszają, uczą, rozpraszają i łagodzą moją izolację od ludzi i świata, bo uważam, że są warte czytania.
Następnym razem będę chciała wam opowiedzieć o: „Graciarni”, „Kulinarnych frustracjach Daniela B.”, „Dzienniku jednak nie co dziennym”, „Z kobiecego punktu widzenia”. Mam nadzieję, że ich autorzy nie będą mieli nic przeciwko temu, nawet wtedy, gdy nie poproszę ich o zgodę. Blogów tych nie komentowałam jeszcze na ich stronach, ale Graciarnię” i „Dziennik…” czytuję już od jakiegoś czasu. Daniela B nie znam, ale z Jego strony domyślam się, że ma coś wspólnego z uwielbianym przeze mnie „Preclem”(w dziale „rodzinnie i przyjacielsko”- jest wpis Nasz Precel). „Z punktu widzenia kobiety”- przeczytałam na razie kilka najnowszych wpisów, które były na tyle interesujące, że zagłosowałam na tego bloga w konkursie „Blog roku”. Po przeczytaniu dalszych wpisów przekonam się czy są one tak dobre jak te, które już poznałam. W rywalizacji konkursowej trzymam za Nią kciuki(gdyby Licencja startowała, tak jak w poprzednich latach, to po jednym kciuku miałabym dla każdej, ale Li tym razem odpuściła, choć ma też swoich faworytów). (mniej)
SZUFLADA NIOBE- trafiłam tam przypadkiem. Przeglądając katalog przeczytałam nazwę, serce zaczęło mi mocniej bić, a wewnętrzny głos podszeptywał „to jest to”. Intuicja mnie nie zawiodła. Gdy przeczytałam argumentację autorki, dlaczego zaczęła go prowadzić, to odnalazłam w Jej słowach własne pragnienia. Od pierwszej chwili stała mi się bliska, nie tylko chętnie czytałam wpisy, ale zdobyłam się także na ich komentowanie. Nie ma dnia, bym nie zaglądała tam. Autorka swoje myśli spisuje w kilku kategoriach, dając przekrój tego co Ją boli, co bawi, co denerwuje, albo co powinna skomentować. „Obserwacje”- to wpisy dotyczące otaczającej Ją rzeczywistości. „Czarnowidztwo”- niepokoje i lęki, od których nikt z nas nie jest wolny; „Po prostu szuflada”, to zapis jej codzienności. „Służbowy stan splątania” mówi o pracy widzianej z przymrużeniem oka. „Pod powiekami", „Trzeci”, „Za skórą”- to bardzo osobiste wynurzenia dotyczące rodziny, takiej jaką była, jest i będzie. Autorka tego bloga, to osoba bardzo skromna, ciepła, pełna życzliwości dla ludzi. Na każdy mój komentarz odpowiadała, nawet jeżeli nie podzielała zawartych w nim treści. Po prostu jest to kobieta, która wie, że dobre wychowanie „nakazuje” odpowiedzieć piszącemu choćby jednym zdaniem, bo w ten sposób daje się sygnał, że został on zauważony i nie zlekceważony. Nie ukrywam, że do" Niobe" mam szczególną słabość i stosunek silnie emocjonalny. Dlatego też postanowiłam napisać te kilka słów, choć zrobiłam to bez Jej zgody. Mam nadzieję, że wybaczy mi to, ale szczerze mówiąc bałam się, że mi odmówi, bo nie lubi wokół siebie rozgłosu. Ja jednak uważam, że jest osobą tak ciekawą, iż warto Ją przedstawić tym, którzy czytują mnie, a nie mieli szczęścia trafić do Niej.
Kobietę, którą chciałabym przedstawić poznałam na blogu" Niobe". Pisząc komentarze do "Szuflady Niobe" niewiasta ta podpisywała się „Mama-pszczoła”. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że jest Ona narratorką blogu „Świat według Pszczółki”, który był obok „Preclowej strony” jednym z pierwszych przeze mnie przeczytanych, gdy weszłam w świat Internetu. Nad obydwoma blogami poryczałam się jak bóbr i przez kilka dni w ogóle nie mogłam czytać czegokolwiek , tak byłam roztrzęsiona. „Preclową stronę” czytuję nadal, każdy nowy wpis przyjmując z ogromną radością, bo zakochałam się w tym uroczym brzdącu, o którym ona opowiada.Niestety blog „Pszczółki” zamknął swoje podwoje i przyznam się, że w chwili gdy o tym przeczytałam zrobiło mi się smutno i żal. Całkiem niedawno dzięki "Niobe", która na marginesie swojego bloga miała wpisaną nazwę „Z prochu powstałeś” trafiłam na blog, o którym kilka moich refleksji. „CZARNO NA BIAŁYM”- pisze dawna narratorka „Świata według Pszczółki”, tyle tylko, że tam opisywała świat widziany oczami dziecka, a tu mamy do czynienia z obserwacjami kobiety dorosłej. Dopiero po kilku wpisach, zamieszczanych wtedy jeszcze pod nagłówkiem „Z prochu powstałeś”, zorientowałam się, że „zrodzona z” jest mi już znana jako dawna „mama pszczoła”. Kiedy zamieszczałyśmy komentarze na blogu "Niobe", to tak się jakoś składało, że zawsze była krytyczna wobec moich wypowiedzi i niejedno żądło wypuszczone w moją stronę, mocno bolało. Dzięki Niej zaprzestałam nawet na krótki czas zamieszczania komentarzy gdziekolwiek, nie chcąc się narażać na kolejną krytykę. Własny blog „Zrodzonej z ” czytałam z przyjemnością, ale od komentarzy stroniłam. Ona sama tak o sobie pisze: „zrodzona z..kobieta zmienna- prosząca czytelników o cierpliwość w przyzwyczajaniu się do częstych zmian w wyglądzie bloga. Bo na blogu jak i w życiu, różnie koło fortuny się toczy…”. Przyznaję się, że szata graficzna jaka towarzyszyła temu blogowi, gdy nosił on nazwę „Z prochu…” bardziej mi odpowiadała. Kolory były jasne, ciepłe dające poczucie spokoju. Blog w obecnym kształcie wywołuje u mnie dreszcze za każdym razem gdy tam wchodzę. Sama nie wiem dlaczego, bo lubię połączenie bieli z czernią i nigdy nie wywoływało ono u mnie uczucia zimna, a tak jest tym razem. Obiektywnie jednak muszę przyznać, że obecny wygląd bloga bardziej teraz pasuje do autorki. Ta niespełna trzydziestoletnia kobieta, to osoba pewna siebie, bardzo inteligentna, o dużej wiedzy, którą lubi się popisywać. Czasami mnie to denerwuje, bo ma się wrażenie , że jest przemądrzała, ale w większości przypadków budzi podziw, że przy pracy zawodowej, opiece nad dwoma córkami i obowiązkami związanymi z prowadzeniem domu, znajduje czas na czytanie, poznawanie i doskonalenie. Ja podziwiam ją także za odwagę, w przedstawianiu niektórych tematów jak i za sposób w jaki to robi. Wielokrotnie sama miałabym ochotę o czymś powiedzieć, ale boję się, że mogłabym kogoś urazić, zniechęcić do siebie. Pomimo, że wraz z upływem czasu wyzbyłam się wielu kompleksów i teraz śmielej mówię o wielu sprawach, to jednak gdzieś pod skórą siedzi we mnie „mała, szara myszka”, która przeprasza za to, że żyje. Zupełnie inaczej sprawa ma się ze „Zrodzoną z”, ona nie boi się mówić tego co myśli. Robi to w sposób dobitny, ostry, czasami pikantnym językiem. Podchodzi do życia na zasadzie „czy tu biją, a jeśli tak, to jak mocno”. Wierzcie mi, że potrafi przywalić jak Ją coś wkurzy, i co ważniejsze nie boi się tego, co inni o niej pomyślą. Ma odwagę wypowiadać głośno swoje poglądy, bo ma świadomość, że mądry zrozumie, a głupiemu „nic po rozumie, gdy korzystać zeń nie umie”. Był by w błędzie ten, kto uważałby, że jest to tylko „drapieżna lwica” dostrzegająca absurdy naszej rzeczywistości i piętnująca je. Ona naprawdę zmienną jest, bo kiedy „wchodzi w swój intymny mały świat” własnej rodziny, to jest czuła, pobłażliwa, tolerancyjna i opiekuńcza. Wtedy widzimy kochającą żonę i matkę, westalkę czuwającą nad domowym ogniskiem. Mój podziw dla Niej był powodem napisania o Jej blogu, bo reklamy Ona nie potrzebuje od nikogo. Jej teksty są tak dobre, że biją rekordy popularności(ponad 136000 odwiedzin, prawie 1300 komentarzy najlepiej o ty świadczy). Obie prowadzimy swoje blogi tak samo długo, jednak gdybym żyła jeszcze „naście” lat i codziennie pisała jeden tekst, to i tak nie osiągnęłabym takich wyników jakie ma blog „Zrodzonej z” w dniu dzisiejszym. Dlaczego więc piszę o nim? Ponieważ mam świadomość, że są jeszcze tacy, którzy mogli na Jej blog nie trafić, a ja uważam, że warto . W imieniu „Zrodzonej z” i swoim własnym zapraszam. Mimoza-symbol delikatności i kruchości-to mój własny "określnik" następnej bohaterki.
Na kolejny blog trafiłam dzięki jego autorce, która zamieściła komentarz do „Lata parzyste i nieparzyste”. „Zante”, bo ją mam na myśli wraz ze „Zrodzoną z” sprawiły iż wpis ten osiągnął rekordową jak dla mnie ilość komentarzy(16), bo do tej pory najwięcej , to było chyba 6. I niestety obawiam się, że szesnastka nie zostanie pobita, bo nawet jeżeli te panie będą jeszcze kiedyś komentowały jakiś mój wpis, to polemika nie będzie tak obszerna, ponieważ dłuższe rozmowy będę chciała już prowadzić w mailach. O blogu „Zante” postanowiłam napisać, bo cudownie potrafi mówić…
SZEPTEM-ciepło, z humorem, czasem autoironicznie, czasem krytycznie. Jest to opowieść o życiu niepracującej kobiety. Są w tym życiu troski i lęki: o chorego męża, studiującego 20 letniego syna i córkę, młodą mężatkę, która wyfrunęła z rodzinnego gniazda. Jej „opowieści” czyta się lekko, z przyjemnością. Ja odnalazłam w Jej przeżyciach wiele własnych. Kiedy zaczęłam czytać tego bloga, to od pierwszej chwili wiedziałam, że będę tam częstym gościem. Jest to zapis Jej współczesności, ale ten kto przeczyta podblog „Opowiastki córki” dowie się bardzo wiele o Jej przeżyciach w przeszłości, która bolesna a miejscami tragiczna, odcisnęła piętno na Jej obecnym życiu i sprawiła, że ma ona takie a nie inne spojrzenie na nie. „Zante” to młoda kobieta, ciepła, wrażliwa, bardzo mądra i taka, że chciałoby się chętnie mieć Ją w gronie swoich przyjaciół, bo w trudnych momentach potrafiłaby doradzić. Dobra zabawa, śmiech nie są Jej obce, miłym byłaby więc kompanem w chwilach, gdy chcemy z kimś podzielić się radością. Zajrzyjcie do Niej i przekonajcie się sami jak wspaniały jest Jej " Szept". Gdyby ktoś z odwiedzających mojego bloga odniósł wrażenie, że opisałam powyższe blogi z wdzięczności za komentarze, to wyjaśniam: "Niobe" nigdy nie pisała u mnie komentarza( przypuszczam, że nawet nie czytała żadnego mojego tekstu). Opisałam „Szufladę”, bo kryje ona w sobie niebanalne treści. Ze „Zrodzoną z” jeszcze nie raz będę się różniła poglądowo(bo jest między nami różnica pokolenia, bo mamy inne charaktery), ale cenię w ludziach mądrość, odwagę i hart ducha, a tym się cechuje autorka „Czarno na białym”. Z „Zante” choć wiekowo i mentalnie bliżej Jej do dwóch powyżej opisanych autorek, chciałabym być w kontakcie, bo dzięki Jej blogowi odnajduję spokój, którego mi brakuje w mojej samotnej egzystencji. Wszystkie blogi, te opisane kiedyś, te dzisiejsze i te które opiszę w przyszłości będą na stronie „Moje hobby, to życie”, bo mnie wzruszają, uczą, rozpraszają i łagodzą moją izolację od ludzi i świata, bo uważam, że są warte czytania.
Następnym razem będę chciała wam opowiedzieć o: „Graciarni”, „Kulinarnych frustracjach Daniela B.”, „Dzienniku jednak nie co dziennym”, „Z kobiecego punktu widzenia”. Mam nadzieję, że ich autorzy nie będą mieli nic przeciwko temu, nawet wtedy, gdy nie poproszę ich o zgodę. Blogów tych nie komentowałam jeszcze na ich stronach, ale Graciarnię” i „Dziennik…” czytuję już od jakiegoś czasu. Daniela B nie znam, ale z Jego strony domyślam się, że ma coś wspólnego z uwielbianym przeze mnie „Preclem”(w dziale „rodzinnie i przyjacielsko”- jest wpis Nasz Precel). „Z punktu widzenia kobiety”- przeczytałam na razie kilka najnowszych wpisów, które były na tyle interesujące, że zagłosowałam na tego bloga w konkursie „Blog roku”. Po przeczytaniu dalszych wpisów przekonam się czy są one tak dobre jak te, które już poznałam. W rywalizacji konkursowej trzymam za Nią kciuki(gdyby Licencja startowała, tak jak w poprzednich latach, to po jednym kciuku miałabym dla każdej, ale Li tym razem odpuściła, choć ma też swoich faworytów). (mniej)