7 grudnia 2009 10:22 PRZEDŚWIĄTECZNY CZAS
W ostatni weekend listopada zrobiłam sobie „maraton” krzyżówkowy. Od piątku do niedzieli rozwiązałam około 90 zadań szaradziarskich. Odbyło się to kosztem sprzątania i robienia na drutach golfu dla wnuka mojej siostry. Jak większość dzieci Dominik nie lubi szalików. Pomyślałam więc, że może zamiast niego będzie chciał zakładać taki golf odpowiednio przedłużony o część zachodzącą na piersi i plecy. Rozpoczął się nowy, ostatni miesiąc tego roku. Przez... (więcej)
W ostatni weekend listopada zrobiłam sobie „maraton” krzyżówkowy. Od piątku do niedzieli rozwiązałam około 90 zadań szaradziarskich. Odbyło się to kosztem sprzątania i robienia na drutach golfu dla wnuka mojej siostry. Jak większość dzieci Dominik nie lubi szalików. Pomyślałam więc, że może zamiast niego będzie chciał zakładać taki golf odpowiednio przedłużony o część zachodzącą na piersi i plecy. Rozpoczął się nowy, ostatni miesiąc tego roku. Przez większość ludzi jest on ulubionym miesiącem, bo święta i sylwester oraz nowe nadzieje na nadchodzący rok. Ja jednak nie lubię tego świątecznego szumu, bo trzeba robić porządki, myśleć o prezentach. Brak mi do tego wszystkiego chęci i siły. Mikołajki minęły bez prezentów. Synowa była w szkole, syn malował te swoje figurki, a ja zmywałam, gotowałam i rozmyślałam jak sprawić, by grudzień nie zakończył się finansowym krachem. Zawsze miałam problemy z właściwym wykorzystaniem posiadanych pieniędzy. Zazwyczaj na początku miesiąca wydaję za dużo, a pod koniec denerwuję się, że znów zabrakło. W teorii mam wszystko starannie obmyślone i wyliczone, wchodzę więc w nowy miesiąc z optymizmem. W praktyce okazuje się, że wypadają jakieś ekstra wydatki i wtedy wszystkie wyliczenia biorą w łeb. Co się tyczy świąt, to wiem, że będę musiała znaleźć nowe miejsce na choinkę. Jest niewielka i do tej pory stała na telewizorze. Jestem ciekawa jak nasza przygarnięta w maju suka Masza zareaguje na mieniącą się światełkami „piramidę”. Ponieważ chodzenie po sklepach za prezentami odpada, bo nogi ledwo mnie noszą po mieszkaniu, to dam swoim bliskim pieniądze, by mogli kupić sobie to, co im jest najbardziej potrzebne. Syn zapewne kupi sobie lakiery lub farby, niezbędne przy malowaniu, a synowa być może ulubione kosmetyki. Tym, którzy nie mają pomysłu na prezenty, chcę opowiedzieć o dwóch, które sama sobie sprawiłam i jestem z nich bardzo zadowolona. Pierwszy, to zakupiona dzięki reklamie telewizyjnej w firmie „Mango” perfekcyjna poduszka powietrzna „Airmax”. Jak głosi dołączona ulotka jest to niebywała podpora dla głowy, szyi i ramion. Zapewnia wygodę w każdej pozycji. Ponadto poduszka ta pomaga zwalczać chrapanie, bóle głowy, szyi i ramion. Do tej pory sceptycznie przyjmowałam wszelkiego rodzaju reklamowane produkty. We wrześniu, kiedy to zamówiłam owe cudo, postanowiłam zaryzykować i sprawdzić osobiście ile w tym co mówią jest prawdy. Faktem jest, że wypełniona 65 milionami mikroglanulek napełnionych powietrzem poduszka sprawia, że rano nie czuję bólu odcinka szyjnego kręgosłupa. Gdy tylko przyłożę do niej głowę od razu zapadam w sen. Co prawda jest on równie krótki jak dotychczas, ale w reklamie mówiono tylko o wygodzie podczas snu, a nie o jego długości. Powinnam też wspomnieć, że od kiedy sypiam na „Airmaxie”, to mam dziwaczne sny, ale ponieważ moja synowa takowych nie miewa, to widocznie moje „koszmary” są wynikiem zrujnowanego systemu nerwowego i poduszka nie ma z nimi nic wspólnego. Poduszki nie wolno stosować dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Dołączona do poduszki „oddychająca”poszewka ze spondeksu ma dawać chłód podczas snu. Od wielu lat, gdy nie miałam pomysłu na prezent dla kogoś, to kupowałam kalendarz na nadchodzący rok. W roku 1994 kupiłam dla siebie „Silva Rerum. Kalendarz Iskier 1995”. Zwrócił on moją uwagę twardą oprawą imitującą płótno i złotymi literami. O ciekawym wnętrzu tego kalendarza opowiem w osobnym wpisie, bo gdyby Wam udało się trafić na taki kalendarz, to byłby on doskonałym prezentem przede wszystkim dla młodzieży. Mnie w następnych latach niestety nie udało się kupić kalendarza Iskier i dlatego z sentymentem przechowuję ten sprzed 14 lat. Nie wiem, co wydawcy kalendarzy mają do zaproponowania na rok 2010, ale moja sąsiadka w tym roku miała np. kalendarz ze zdjęciem wnuczki. Myślałam nawet, czy wzorując się na jej kalendarzu nie zamówić dla syna kalendarza gdzie byłby zdjęcia jego rysunków i pomalowanych figurek, bo on sam nie zrobił sobie albumu swoich prac, choć swego czasu mu to proponowałam. Jak zawsze doskonałym upominkiem jest książka(Licencja poleca "Millenium" Stiega Larssona), a ja wyczytałam na stronie jednej z księgarń internetowych, że jest "Miłość nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej, która wraz z wcześniejszymi tomami może być wspaniałą "gwiazdką" dla romantycznych i lubiących serial.To tyle jeśli chodzi o moje pomysły na prezenty. Wszystkim zabieganym w tym przedświątecznym czasie życzę niecodziennych pomysłów i udanych zakupów. (mniej)