3 grudnia 2009 16:07 W ŚWIECIE KSIĄŻEK I KRZYŻÓWEK
Wspomniałam już kiedyś, że lubię rozwiązywać krzyżówki. Odkąd pamiętam towarzyszyły one naszej rodzinie. Największą fanką była moja matka. Rozwiązywała krzyżówki w różnych czasopismach, a w pewnym momencie skupiła się na „Rozrywce”, wciągając w to nas wszystkich. Mój ojciec sam nie rozwiązywał tylko podpowiadał hasła. Siostra do dziś lubi krzyżówki ale panoramiczne( ja takich unikam). Matka nie kończyła tylko na rozwiązaniach, al... (więcej)
Wspomniałam już kiedyś, że lubię rozwiązywać krzyżówki. Odkąd pamiętam towarzyszyły one naszej rodzinie. Największą fanką była moja matka. Rozwiązywała krzyżówki w różnych czasopismach, a w pewnym momencie skupiła się na „Rozrywce”, wciągając w to nas wszystkich. Mój ojciec sam nie rozwiązywał tylko podpowiadał hasła. Siostra do dziś lubi krzyżówki ale panoramiczne( ja takich unikam). Matka nie kończyła tylko na rozwiązaniach, ale wysyłała je w nadziei, że kiedyś coś wygra. Jak na ironię losu z tych wysyłanych nigdy nic nie dostała, choć ojciec otrzymał książkę, a ja parę razy nagrody pieniężne po 50 zł każda. Moja matka całe życie była aktywną osobą i uwielbiała wszelkiego rodzaju spotkania(np. z pisarzami: Putramentem, Bartelskim, Dygatem). Pewnego razu namówiła mnie byśmy wybrały się na spotkanie krzyżówkowiczów. Miałam wtedy 17 lub 18 lat. Byłabym najmłodszą uczestniczką, gdyby nie 12-13 letni chłopiec, którego dostrzegłyśmy wśród zebranych. Rozdano nam karki z zadaniami, które mieliśmy rozwiązać w określonym czasie. Nagrodami były bony książkowe. Tak się złożyło, że obie zebrałyśmy ich kilka. Dwa z nich przekazałyśmy najmłodszemu uczestnikowi turnieju, by zachęcić go do rozwiązywania krzyżówek i częstego uczestnictwa w podobnych wydarzeniach. Mój syn nie podziela tej mojej pasji, a szkoda bo krzyżówki pozwalają poszerzać i utrwalać wiedzę. Matka moja potrafiła zrezygnować z wizyty u fryzjera lub kosmetyczki, by pieniądze „włożyć „ w książki. Pieniędzy nie żałowała szczególnie na encyklopedie i słowniki. „Dumą” księgozbioru była 13 tomowa „Wielka encyklopedia powszechna”, „Wielki atlas świata” czy 10 tomowa „Historia powszechna”. Wszystkie one były nabyte w subskrypcji, a ja pamiętam jak matka ciułała pieniądze, by wykupić poszczególne tomy . Z tym większym żalem przyjęłam wiadomość, że po jej śmierci siostra oddała do antykwariatu te pozycje, bo jak mi powiedziała „są niepotrzebne gdy jest internet”. Najtragiczniejsze jest jednak to, że siostra i jej córka nie obsługują komputera nie mówiąc o internecie. Ośmioletni Dominik używa komputera do „nawalanek” czyli gier, a jego ojciec do oglądania stron dla mężczyzn. Gdyby moja matka umiała przewidzieć jaki los spotka jej ulubione książki, to może wiele lat temu nie namawiałaby siostry, by oddała mi swoją 4 tomową encyklopedię w zamian za tę 13 tomową, która miała jej przypaść w udziale. W mojej rodzinie(co chyba jest zjawiskiem nieodosobnionym) upada kult książki. Jestem chyba jedynym przedstawicielem rodziny, którego cieszą półki zastawione książkami. W pokoju mojej siostry księgozbiór stłoczony jest w regale tak, że nie wiadomo, co się w nim znajduje. Na półkach jej wnucząt stoi kilka bajek, które nie wyglądają na „zaczytane”. Sama mam spakowane w kartonie książki należące do literatury młodzieżowej, które kupowałam dla syna w czasach, gdy nie było komputerów, video czy dvd i telewizji kablowej. Szkoda mi oddać je na makulaturę, bo w punktach skupu każą je rozrywać, w całości nie przyjmują. Antykwariaty przy „Merkurym” kupiły co lepsze (w ich ocenie) pozycje po 1 zł za sztukę, a reszta czeka na decyzję, co z nimi mam zrobić. Korci mnie by następny wpis był zatytułowany: „ Bukinista pilnie poszukiwany” , a zawierał wykaz tytułów, w nadziei, że znajdzie się osoba, która się nimi zaopiekuje(może to być wiejska szkoła lub biblioteka o skromnym budżecie) lub indywidualny pasjonat. (mniej)