8 października 2009 06:36 PRZYJEDŹ MAMO NA PRZYSIĘGĘ
W czasie swojej pierwszej samodzielnej pracy, starałam się by biblioteka była azylem dla zwykłego żołnierza, gdzie wojskowe regulaminy nie obowiązują. Kochałam swoją pracę, starałam się wykonywać ją jak najlepiej, choć zdaję sobie sprawę z tego, że popełniłam wiele błędów. Uwielbiałam swoich czytelników, którymi byli przede wszystkim szeregowi żołnierze, bo kadra jeżeli nawet czytała, to korzystała z księgozbiorów większych placówek. Byłam dla ty... (więcej)
W czasie swojej pierwszej samodzielnej pracy, starałam się by biblioteka była azylem dla zwykłego żołnierza, gdzie wojskowe regulaminy nie obowiązują. Kochałam swoją pracę, starałam się wykonywać ją jak najlepiej, choć zdaję sobie sprawę z tego, że popełniłam wiele błędów. Uwielbiałam swoich czytelników, którymi byli przede wszystkim szeregowi żołnierze, bo kadra jeżeli nawet czytała, to korzystała z księgozbiorów większych placówek. Byłam dla tych dwudziestolatków kumplem do pożartowania, powiernikiem w sprawach sercowych i rodzinnych, pocieszycielką w chwilach trudnych(np. w czasie stanu wojennego). Ze swej strony starałam się przez organizację kiermaszów książkowych, spotkań z literatami(niestety tylko z tymi związanymi z wojskiem), konkursów okolicznościowych, wprowadzić w ich skoszarowane życie trochę rozrywki i odmiany. Jeżeli dzięki moim wysiłkom jest choć jeden człowiek, który po odejściu do rezerwy wracał do czytania książek, to mogę uznać, że spełniłam swoje zadanie, ale przeświadczenie, że mogłam zrobić więcej nie opuszcza mnie od 20-tu lat. Stąd moje rozgoryczenie, żal i poczucie przegranej. Odczucie to w dużej mierze zawdzięczam jednemu małemu, chudemu oficerkowi, dla którego jak najszybsze wspinanie się po drabinie awansu, było jedynym i najważniejszym celem. Nie liczyło się dla niego to, ilu ludzi przy tym skrzywdzi, dlatego też tego człowieka będę nienawidziła z całej mocy po kres moich dni. Wkrótce będzie 20 lat jak po raz ostatni byłam w „mojej bibliotece”. Nie wiem kto dziś tam pracuje, bo przez cały ten czas, nikt z osób z którymi miałam możliwość się zetknąć, nie zadzwonił, nie zapytał czy znalazłam pracę i jak sobie radzę. Nowa praca była wielkim wyzwaniem, z którym niestety sobie nie poradziłam. Nie zrobiłam profesjonalnych katalogów. Ludzie których uważałam za swoich przyjaciół zawiedli mnie w najważniejszym momencie, nie udzielając mi wsparcia i pomocy, gdy tego najbardziej potrzebowałam. Zostałam zmuszona do odejścia z dnia na dzień, zostawiając po sobie bałagan, który uporządkowałabym, gdybym mogła dalej pracować. Jednak słowa ówczesnego szefa „albo odejdziesz na rentę dobrowolnie, albo cię zwolnię nie patrząc , że jesteś matką samotnie wychowującą dziecko” i podsunięty pod nos protokół zdawczo- odbiorczy do podpisania, skutecznie uniemożliwiły mi dalsze działania. Tego dnia zawalił się nie tylko mój świat zawodowy, ale całe życie. Od śmierci ojca ze swojej pensji utrzymywałam siebie, dziecko i matkę, która oczekiwała na decyzję, o przyznaniu jej świadczeń jako wdowie(takie formalności trwają trzy miesiące). Mój ówczesny szef(porucznik Sz.) chociaż wiedział jaka jest moja sytuacja i plany na dalszą przyszłość, to jednak wykorzystał fakt, że nie chronił mnie tatuś oficer, bo już nie żył. W czasie gdy przebywałam na zwolnieniu lekarskim zatrudnił na moje miejsce nową osobę. Moje rozgoryczenie wynikające z takiego potraktowania mnie po wielu latach pracy (w czasie których nie było wpisów do akt, że źle pracuję, większych zarzutów czy innych podstaw do zwolnienia), nie byłoby tak duże, gdyby zastąpił mnie profesjonalny bibliotekarz. Ponieważ tak się jednak nie stało, to żal że miejsce, które tak kochałam, stanie się najprawdopodobniej tylko jednym z pomieszczeń klubowych, był jeszcze większy. Wątpiłam bowiem, aby żołnierz służby zasadniczej chciał chodzić do biblioteki, którą prowadził emerytowany pułkownik. Ci młodzi chłopcy mieli dość prężenia się, salutowania i stawania na baczność, gdy przebywali w swoich miejscach zakwaterowania bądź w pracy. Lata, które były przede mną okazały się okresem porażek w znalezieniu pracy, zwątpień w sens dalszego życia, depresji i załamań, aż po gorzką świadomość, że bibliotekarką już nigdy więcej nie będę. Jedno co mogłam zrobić, to skupić się na wychowaniu syna. (mniej)