Pierwszą zawodową porażkę przeżyłam bardzo mocno. Nie wiedziałam co zrobić by szukać innej pracy. Moi rodzice też się tym przejęli, choć nie było rozmów w stylu „i co teraz zamierzasz”. W maju 1979 roku ojciec wrócił z pracy i powiedział, że tego i tego dnia mam się zgłosić na rozmowę do Dyrektora Centralnej Biblioteki Wojskowej, bo mają dla mnie propozycję pracy. Osoby postronne były przekonane, że tatuś użył swoich wpływów by mi to załatwi...
(więcej)
Pierwszą zawodową porażkę przeżyłam bardzo mocno. Nie wiedziałam co zrobić by szukać innej pracy. Moi rodzice też się tym przejęli, choć nie było rozmów w stylu „i co teraz zamierzasz”. W maju 1979 roku ojciec wrócił z pracy i powiedział, że tego i tego dnia mam się zgłosić na rozmowę do Dyrektora Centralnej Biblioteki Wojskowej, bo mają dla mnie propozycję pracy. Osoby postronne były przekonane, że tatuś użył swoich wpływów by mi to załatwić. Ja jednak wiedziałam, że mój ojciec nie posiada takich znajomości, a nawet gdyby je miał, to i tak nie wykorzystałby ich do załatwienia czegoś swojej rodzinie. Kiedyś brat mojej matki poprosił, by ojciec uchronił jego najstarszego syna Darka(nota bene swojego chrześniaka) od służby wojskowej. Ojciec odmówił, twierdząc, że nie będzie wykorzystywał stanowiska, by młokos wywinął się od obowiązku wobec kraju. Od tej pory stał się czarną owcą w rodzinie. Wuj znalazł innego oficera, który załatwił mu tę sprawę, a na nas od tej pory patrzono jak na persona non grata. To właśnie zdarzenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że z moim ewentualnym zatrudnieniem w wojsku, ojciec też nie miał nic wspólnego. Nie wiem komu zawdzięczam to, że następne półtora roku swojego życia spędziłam wśród wspaniałych ludzi. Dziś z perspektywy 30 lat nie ma to znaczenia, ale ja zawsze będę wdzięczna swojemu tajemniczemu „opiekunowi” za szansę jaką mi stworzył.
Rozmowy kwalifikacyjnej z Dyrektorem nie pamiętam, ale wiem że był to niewysoki mężczyzna o dobrotliwej twarzy, wiecznie uśmiechnięty, trochę rubaszny. Swoich podwładnych traktował z ojcowską pobłażliwością, nigdy nie widziałam, by na kogoś krzyczał. Ja trafiłam do działu udostępniania i zaczęłam pracować w wypożyczalni. Moją kierowniczką była pani Helena. Oprócz nas w dziale pracowała pani Krysia i młoda mężatka, której imienia niestety nie pamiętam(była moją zmienniczką). Z koleżankami pracowało mi się bardzo dobrze, choć moje nieco odmienne poglądy na pracę w bibliotece, sprawiały, że miałam kilka spięć z przełożoną. Krótko po przyjściu do CBW zostałam oddelegowana do pomocy w Ośrodku Informacji Naukowej, który znajdował się w pokoju przylegającym do wypożyczalni. Tam zetknęłam się z 5-ciorgiem wspaniałych ludzi. Pod względem zawodowym byli to wysokiej klasy specjaliści, od których dużo się nauczyłam. Prywatnie byli to weseli, bardzo życzliwi mi ludzie, dlatego też często gdy zachodziła potrzeba pracowałam po godzinach i nigdy tego nie żałowałam. Wtedy była to tylko praca, dziś gdy wspominam te dni z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, że był to najszczęśliwszy okres mojego życia zawodowego. Dlatego też często wracam myślami do pań: Wandy, Ireny i Katarzyny oraz pana Kazimierza i Staszka, zastanawiając się, ilu z nich jeszcze tam pracuje. Pewnego dnia zjawił się w bibliotece młody porucznik – pan M. i zapytał czy nie chciałabym pracować na samodzielnym stanowisku, prowadząc bibliotekę żołnierską. Była to okazja spróbowania czegoś nowego oraz poważne wyzwanie. Zgodziłam się i w ten sposób rozpoczęłam 9 –letnią samodzielną naukę jak być dobrą bibliotekarką.
(mniej)