Kiedy przerwy pomiędzy zajęciami na uniwerku były dostatecznie długie, to wybierałam się na spacer po Starym Mieście. Chodniki były tam wąskie, że dwie osoby nie mogły się minąć i często bałam się, że ktoś mnie potrąci i się przewrócę. Mimo to uwielbiałam wałęsać się po tych wąziutkich uliczkach i oglądać wystawy sklepów. Wersję kinową „Lalki” Wojciech Has nakręcił w 1968, a 9 lat później Ryszard Ber serial telewizyjny. Głośno wtedy było o odre...
(więcej) Kiedy przerwy pomiędzy zajęciami na uniwerku były dostatecznie długie, to wybierałam się na spacer po Starym Mieście. Chodniki były tam wąskie, że dwie osoby nie mogły się minąć i często bałam się, że ktoś mnie potrąci i się przewrócę. Mimo to uwielbiałam wałęsać się po tych wąziutkich uliczkach i oglądać wystawy sklepów. Wersję kinową „Lalki” Wojciech Has nakręcił w 1968, a 9 lat później Ryszard Ber serial telewizyjny. Głośno wtedy było o odrestaurowaniu sklepu Wokulskiego. Ja jednak w swoich wędrówkach nie trafiłam do niego, podobnie jak do winiarni Fukiera, choć nie wiem dlaczego. Długie godziny jednak przesiadywałam w towarzystwie „małej syrenki”. Parę razy wypiłam napój lub zjadłam lody w ogródku restauracji znajdującej się na rynku, obserwując malarzy siedzących nad sztalugami lub dorożkarzy czekających na turystów. Zawsze wtedy przychodziła mi na myśl „Zaczarowana dorożka” Gałćzyńskiego, choć ona jeździła po Krakowie, a nie po Warszawie. Poza Traktem Królewskim niewiele miejsc w Warszawie zaszczyciłam swoją obecnością : Ogród Botaniczny, Łazienki, Ogród Saski. Nie znam nie tylko innych dzielnic Warszawy, ale nawet swojej własnej, w której mieszkam 35 lat. Wrocław kocham jako miasto mego urodzenia , dzieciństwa i czule wspominanej młodości. Warszawę kocham, bo tu wyuczyłam się zawodu, który uwielbiałam. Tu miałam szczęście pracować przez 10 lat, poznając w tym czasie wielu fantastycznych ludzi. Tu się zakochiwałam, doznawałam rozczarowań, ponosiłam klęski, tu urodził się mój syn i zostali pochowani moi rodzice. Myślę, że to wystarczająco dużo powodów usprawiedliwiających moją miłość do Warszawy. To, że nie poznałam jej tak dobrze jak powinnam, wynikało z faktu, że do 40 roku życia mogłam spacerować tylko wiosną i latem. Na jesieni deszcze i wiatry, a zimą śnieg i lód sprawiały, że chodziło mi się ciężko i wtedy stawałam się zatwardziałą domatorką. Oczywiście gdybym miała odwagę przeciwstawić się ojcu i zaczęłabym jeździć swoim Trabantem Hycomatem, to sprawa znajomości nie tylko Warszawy ale całej Polski, przedstawiałaby się zgoła odmiennie. Swego czasu rozgorzała dyskusja na temat Pałacu Kultury i Nauki. Mnie nie obchodzi to, że jest to „dar narodu rosyjskiego”, a dla niektórych wszystko co rosyjskie jest be. Dla mnie jest to obiekt spełniający bardzo ważną funkcję kulturotwórczą i tylko to się liczy. Kocham w Warszawie każdą tablicę upamiętniającą bohaterstwo tego miasta i jego mieszkańców na przestrzeni wieków. Każdy postawiony pomnik jest dowodem wrażliwości i szacunku dla ludzi i zdarzeń. Kocham to miasto, bo choć jeszcze mu daleko do europejskich stolic, to podziwiam fakt, że podniosło się z popiołów jak feniks i pięknieje każdego dnia. W żartach mówię o sobie, że jestem Wrocławianką zamieszkałą w Warszawie, bo prawdziwą Warszawianką nigdy nie będę, choć chciałabym zasłużyć na to miano. „Gdzie na mapie świata maleńki znak , gdzie się Wisła wplata w WU-ZETki trakt”. To jest moja Warszawa, mało przeze mnie znana, ale bardzo kochana, choć gdybym mogła zamieszkać w jakimś małomiasteczkowym lub wiejskim zakątku, to byłabym bardzo szczęśliwa. Może to atawistyczne cechy po moich przodkach ze strony matki, która pochodziła ze wsi, sprawiają że tęsknię za wiejskim życiem.
(mniej)