O moich gustach czytelniczych nie powinnam pisać, bo nie licują one z zawodem bibliotekarki. Z wybitnych dzieł literatury polskiej i obcej przeczytałam niewiele. Zawsze miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia i kompleks niższości. Wielokrotnie obiecywałam sobie, że będę nadrabiać braki, ale niestety nie potrafiłam się zmusić do lektury czegoś co podczas czytania „ nie grało mi w duszy” lub kiedy musiałam zadawać sobie pytanie „co autor w tym zdani...
(więcej)
O moich gustach czytelniczych nie powinnam pisać, bo nie licują one z zawodem bibliotekarki. Z wybitnych dzieł literatury polskiej i obcej przeczytałam niewiele. Zawsze miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia i kompleks niższości. Wielokrotnie obiecywałam sobie, że będę nadrabiać braki, ale niestety nie potrafiłam się zmusić do lektury czegoś co podczas czytania „ nie grało mi w duszy” lub kiedy musiałam zadawać sobie pytanie „co autor w tym zdaniu chciał powiedzieć”? Zwierzyłam się ze swych „literackich rozterek” pewnemu mądremu człowiekowi, którego poznałam w czasie swojego ostatniego pobytu w Busku-Zdroju, a było to 24 lata temu. Józef M. był wykładowcą na jednej z uczelni technicznych na Śląsku. Imponował mi rozległą wiedzą(ukończył fizykę i filozofię) oraz wspaniałym podejściem do ludzi. Potrafił dostosować swój poziom wypowiedzi do możliwości intelektualnych i językowych swojego rozmówcy( w zależności od tego z kim rozmawiał, to tym się stawał). Uwielbiałam go obserwować w takich chwilach. To właśnie Józef powiedział mi, że oprócz tego iż jestem bibliotekarką, jestem przede wszystkim człowiekiem i mam prawo czytać to co mi się podoba, a nie to co wypada z racji zawodu lub dlatego, że czytają to inni. W innych wpisach opowiem jakie książki można znaleźć na moich półkach, bo stanowią domowy księgozbiór. Dzisiaj nie tylko dlatego, że okres wakacyjny, ale przede wszystkim dlatego, że jestem świeżo po lekturze dwóch książek, powiem właśnie o nich. Obie wydało Wydawnictwo Amber, jedna nosi tytuł :„Złota orchidea” i napisała ją Amanda Quick(pseudonim Jayne Ann Krentz), a druga jest autorstwa Eloisy James(„Poskromienie księcia”). Te romanse historyczne rozgrywają się w kręgach arystokratycznych XIX-wiecznej Anglii. Powieścidła lekkie, trochę infantylne, ale przyjemne w czytaniu. Osobiście choć preferuję literaturę kobiecą, to jednak wolę historie współczesne, odzwierciedlające codzienne życie bohaterów. Można by to nazwać – literacki „Seks w wielkim mieście”(chociaż z serialu obejrzałam tylko kilka odcinków i sobie darowałam, bo mi się nie podobał). To tyle na dzisiaj o moich lekturowych upodobaniach.
(mniej)