Dwudziesty czwarty lipca był dniem szczególnym z dwóch powodów. Teraz opowiem o pierwszym z nich. Jak już nieraz pisałam moje nogi zaatakowało zapalenie tkanki podskórnej, które przez lekarzy farmakologów było podleczone, a nie wyleczone i dlatego gdy tylko kończyłam brać leki, to zabawa w chorobę zaczynała się od nowa. Żeby sprawiedliwości stało się zadość, to ja w dużej mierze ponoszę winę za ten stan rzeczy, bo kiedy tylko nogi wyglądały...
(więcej) Dwudziesty czwarty lipca był dniem szczególnym z dwóch powodów. Teraz opowiem o pierwszym z nich. Jak już nieraz pisałam moje nogi zaatakowało zapalenie tkanki podskórnej, które przez lekarzy farmakologów było podleczone, a nie wyleczone i dlatego gdy tylko kończyłam brać leki, to zabawa w chorobę zaczynała się od nowa. Żeby sprawiedliwości stało się zadość, to ja w dużej mierze ponoszę winę za ten stan rzeczy, bo kiedy tylko nogi wyglądały lepiej , drapałam do upadłego i stan zapalny wracał. Nazywa się to „głupich nie sieją, sami się rodzą”. Pomyślałam, że tam gdzie nie pomogły maści, aerozole i pigułki, to na pewno pomogą zioła. Wspomnianego dnia, po wcześniejszym telefonicznym zapisaniu się, pojechałam na ul. Sapieżyńską 3 w Warszawie do Zespołu Lecznictwa i Poradnictwa Ojców Bonifratrów. Dwadzieścia dwa lata temu korzystałam z ich porad bardzo skutecznie, dlatego też dzisiaj zdawało mi się , że tylko oni mogą pomóc. Jak to mówią „gdy trwoga, to do Boga”(teraz wiadomo skąd się bierze mądrość przysłów). W ogromnym budynku, stojącym na końcu małej uliczki mieszczą się dwie poradnie: lekarzy farmakologów i lekarzy zielarzy . Ja udałam się do tych drugich. Pani doktor- specjalista chorób wewnętrznych (jak głosiła pieczątka) o chorobie nie powiedziała nic nadzwyczajnego: długo się to leczy, a przyczyny powstania mogą wynikać z różnych powodów. Przepisała zioła na okłady i zioła do picia. Zażyczyłam sobie także miksturę pod nazwą „Syrop crategi”. Wizyta kosztowała „co łaska”, a zalecone zioła mogłam wykupić w aptece mieszczącej się w tym samym budynku. Po trzech dniach stosowania okładów i picia ziółek, rezultaty były oszałamiające. Mniej swędziało, skóra zaczęła się goić, a nogi pomimo, że opuchnięte nie bolały przy chodzeniu, a wręcz przeciwnie, były lekkie jakby nie moje. Dziś mijają dwa tygodnie od wizyty i wierzę gorąco, że gdyby nie moja głupota(ciągłe drapanie), to nogi wyglądałyby tak jak przed chorobą. Chyba każę sobie zawiązać ręce z tyłu na plecach żeby się nie okaleczać. Tylko jak wtedy będę sobie robiła okłady i jak będę pisała? Muszę też nauczyć się wyczuwać moment, w którym kompresy jak i skóra, nie są wysuszone na wiór. Kiedy bowiem wszystko jest zbyt suche, to boli wstawanie i chodzenie, bo skóra pęka, robią się małe krwawe „szczelinki” . Abstrahując od mojej własnej niekonsekwencji i nieumiejętności opanowania odruchu drapania, konkluzja z dzisiejszej historyjki jest jedna: LECZNICZA MOC ZIÓŁ JEST GODNA POLECENIA. Pomyśleć, że napisała to osoba, która 30lat temu nie miała przekonania do ziołolecznictwa i bioenergoterapeutów. Jak to dobrze, że tylko kamień i krowa nie zmieniają zdania, a człowiek zawsze może to zrobić.
(mniej)