29 lipca 2009 06:59 NA ROGU NOWEGO ŚWIATU I ŚWIĘTOKRZYSKIEJ
W notce „Studentka” opisałam swoje pierwsze kroki na Uniwersytecie Warszawskim. Wtedy też uświadomiłam sobie, że niewiele pamiętam z mojego studenckiego życia. Sięgnęłam do szpargałów i wyciągnęłam indeks. Przeczytałam dziesiątki nazwisk wykładowców prowadzących ćwiczenia i wykłady, ale tylko nieliczne kojarzyłam z daną osobą. Kilka osób jednak dużo dla mnie znaczyło i dlatego mocniej zapadło w pamięć. U zbiegu dwóch ulic mieścił się Instytut... (więcej)
W notce „Studentka” opisałam swoje pierwsze kroki na Uniwersytecie Warszawskim. Wtedy też uświadomiłam sobie, że niewiele pamiętam z mojego studenckiego życia. Sięgnęłam do szpargałów i wyciągnęłam indeks. Przeczytałam dziesiątki nazwisk wykładowców prowadzących ćwiczenia i wykłady, ale tylko nieliczne kojarzyłam z daną osobą. Kilka osób jednak dużo dla mnie znaczyło i dlatego mocniej zapadło w pamięć. U zbiegu dwóch ulic mieścił się Instytut Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej(od 1979 Instytut Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych).
Przede wszystkim Marcin D. wtedy magister i asystent, a dziś profesor i autor wielu prac z zakresu działalności bibliotek. Był opiekunem roku. Z nami miał ćwiczenia z „Bibliotekoznawstwa i bibliotekarstwa”(wykłady z tej dziedziny prowadziła dr M.Mlekicka, o której opowiem w osobnej notce w „ciekawych ludziach”). Dwumetrowy wielkolud o potężnej budowie ciała, budził respekt samym swym wyglądem. W stosunku do mnie był zawsze oficjalny i na dystans, ale miał ulubioną grupkę studentów, z którymi często żartował w czasie rozmów na korytarzu. Bardzo inteligentny i złośliwy, łatwo potrafił onieśmielić i zawstydzić studenta. W dniu 20 stycznia 1975 roku otrzymałam u Niego 3+ z zaliczenia. Biorąc pod uwagę to, że On mnie nie lubił (takie odnosiłam wrażenie), a ja się Pana Marcina bałam jak diabeł święconej wody, to ocenę można uznać za więcej niż zadawalającą. Bardzo lubiana była Hanna D. prowadząca ćwiczenia z „Bibliografii”, wydarzeniem był jej ślub, na którym była większość dziewcząt z roku. Ja o przebiegu ceremonii dowiedziałam się od Wandy. Galina B. była lektorką języka rosyjskiego i wielką fanką filmów rosyjskich. Każdy kto marzył o zaliczeniu musiał chodzić do Ośrodka Kultury Rosyjskiej i Radzieckiej na ul. Foksal, by oglądać filmy w wersji oryginalnej. Ja pomimo, że obejrzałam wszystkie filmy(i nawet polubiłam te seanse), to zaliczenia w pierwszym terminie nie dostałam. Postrachem studentów była dr K.A. lektorka łaciny, ale ja bardzo lubiłam tę drobniutką osóbkę, która sprawiła, że nauka łaciny przeobraziła się w miłość do aforyzmów, które stały się moją pasją( do dziś mam książkę Czesława Jędraszko „Łacina na co dzień”). Dr Stefan S. prowadził ćwiczenia z „Główne zagadnienia filozofii marksistowskiej”, a wspominam o Nim, bo czułam dużą miętę do tego mężczyzny. Czytałam nadprogramowo jego książki, by w czasie egzaminu móc zabłysnąć. Moja koleżanka Ela L. bardzo bała się egzaminu z filozofii dlatego wzięłam ją ze sobą w parze. Kiedy widziałam, że ma problem z pytaniem, to wchodziłam jej w słowo i snułam „opowieści różnej treści”, żeby mogła się skupić. Egzaminator szybko zorientował się w moich gierkach i skwitował je małym, ironicznym uśmieszkiem. Mnie ta „platoniczna miłość” i dodatkowa lektura się opłaciły, bo zdałam na 4+. Zajęcia z „Historii książki i bibliotek” prowadził nieżyjący już niestety dr Józef Wojakowski, bardzo miły, serdeczny wobec studentów człowiek. Wielka szkoda, że nie ma Go już wśród nas. O wykładowczyni „Czytelnictwa” i mojej promotorce dr Zdzisławie B. opowiem w osobnej notce. Jeżeli oceny mogą być miernikiem zadowolenia, to ja powinnam je odczuwać w semestrze letnim po pierwszym roku, bo otrzymałam wtedy nagrodę w wysokości 1000 zł i w semestrze zimowym na roku trzecim(nagroda 1500 zł). Gdy jesteśmy przy finansach, to jak mówi mój indeks, w czasie studiów otrzymałam cztery należności za praktyki(w sumie 2325 zł) i dwa zasiłki losowe, każdy w wysokości 1000zł. Tylko co ja zrobiłam z taka ilością pieniędzy? Zupełnie nie pamiętam. Od rodziców dostawałam 100zł miesięcznie(czerwony banknot z Waryńskim), a jak go wydawałam o tym opowiem w notce „Moja Warszawa”. (mniej)
Przede wszystkim Marcin D. wtedy magister i asystent, a dziś profesor i autor wielu prac z zakresu działalności bibliotek. Był opiekunem roku. Z nami miał ćwiczenia z „Bibliotekoznawstwa i bibliotekarstwa”(wykłady z tej dziedziny prowadziła dr M.Mlekicka, o której opowiem w osobnej notce w „ciekawych ludziach”). Dwumetrowy wielkolud o potężnej budowie ciała, budził respekt samym swym wyglądem. W stosunku do mnie był zawsze oficjalny i na dystans, ale miał ulubioną grupkę studentów, z którymi często żartował w czasie rozmów na korytarzu. Bardzo inteligentny i złośliwy, łatwo potrafił onieśmielić i zawstydzić studenta. W dniu 20 stycznia 1975 roku otrzymałam u Niego 3+ z zaliczenia. Biorąc pod uwagę to, że On mnie nie lubił (takie odnosiłam wrażenie), a ja się Pana Marcina bałam jak diabeł święconej wody, to ocenę można uznać za więcej niż zadawalającą. Bardzo lubiana była Hanna D. prowadząca ćwiczenia z „Bibliografii”, wydarzeniem był jej ślub, na którym była większość dziewcząt z roku. Ja o przebiegu ceremonii dowiedziałam się od Wandy. Galina B. była lektorką języka rosyjskiego i wielką fanką filmów rosyjskich. Każdy kto marzył o zaliczeniu musiał chodzić do Ośrodka Kultury Rosyjskiej i Radzieckiej na ul. Foksal, by oglądać filmy w wersji oryginalnej. Ja pomimo, że obejrzałam wszystkie filmy(i nawet polubiłam te seanse), to zaliczenia w pierwszym terminie nie dostałam. Postrachem studentów była dr K.A. lektorka łaciny, ale ja bardzo lubiłam tę drobniutką osóbkę, która sprawiła, że nauka łaciny przeobraziła się w miłość do aforyzmów, które stały się moją pasją( do dziś mam książkę Czesława Jędraszko „Łacina na co dzień”). Dr Stefan S. prowadził ćwiczenia z „Główne zagadnienia filozofii marksistowskiej”, a wspominam o Nim, bo czułam dużą miętę do tego mężczyzny. Czytałam nadprogramowo jego książki, by w czasie egzaminu móc zabłysnąć. Moja koleżanka Ela L. bardzo bała się egzaminu z filozofii dlatego wzięłam ją ze sobą w parze. Kiedy widziałam, że ma problem z pytaniem, to wchodziłam jej w słowo i snułam „opowieści różnej treści”, żeby mogła się skupić. Egzaminator szybko zorientował się w moich gierkach i skwitował je małym, ironicznym uśmieszkiem. Mnie ta „platoniczna miłość” i dodatkowa lektura się opłaciły, bo zdałam na 4+. Zajęcia z „Historii książki i bibliotek” prowadził nieżyjący już niestety dr Józef Wojakowski, bardzo miły, serdeczny wobec studentów człowiek. Wielka szkoda, że nie ma Go już wśród nas. O wykładowczyni „Czytelnictwa” i mojej promotorce dr Zdzisławie B. opowiem w osobnej notce. Jeżeli oceny mogą być miernikiem zadowolenia, to ja powinnam je odczuwać w semestrze letnim po pierwszym roku, bo otrzymałam wtedy nagrodę w wysokości 1000 zł i w semestrze zimowym na roku trzecim(nagroda 1500 zł). Gdy jesteśmy przy finansach, to jak mówi mój indeks, w czasie studiów otrzymałam cztery należności za praktyki(w sumie 2325 zł) i dwa zasiłki losowe, każdy w wysokości 1000zł. Tylko co ja zrobiłam z taka ilością pieniędzy? Zupełnie nie pamiętam. Od rodziców dostawałam 100zł miesięcznie(czerwony banknot z Waryńskim), a jak go wydawałam o tym opowiem w notce „Moja Warszawa”. (mniej)