Dzisiejszy tekst można uznać za współczesny, ale sięgający w przeszłość. Drugą osobą niepełnosprawną na naszym roku była Jola S. Nigdy nie pytałam na co choruje, bo było mi niezręcznie. Ze sposobu w jaki stawiała jedną nogę, podejrzewałam kłopoty z biodrami. Dopiero kilka dni temu, gdy odwiedziła mnie koleżanka Wanda i mówiliśmy o Joli, to dowiedziałam się, że cierpi ona na stwardnienie rozsiane. Mnie Jola przyszła na myśl ponieważ zainteresowałam się na nowo swoim I...
(więcej) Dzisiejszy tekst można uznać za współczesny, ale sięgający w przeszłość. Drugą osobą niepełnosprawną na naszym roku była Jola S. Nigdy nie pytałam na co choruje, bo było mi niezręcznie. Ze sposobu w jaki stawiała jedną nogę, podejrzewałam kłopoty z biodrami. Dopiero kilka dni temu, gdy odwiedziła mnie koleżanka Wanda i mówiliśmy o Joli, to dowiedziałam się, że cierpi ona na stwardnienie rozsiane. Mnie Jola przyszła na myśl ponieważ zainteresowałam się na nowo swoim Instytutem i jego pracownikami, a dawnymi moimi wykładowcami. Parę lat po studiach, gdy rozmawiałam z Wandą, mówiła mi, że była na wystawie prac malarskich Joli. Właśnie teraz zapragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej o tej wystawie i jej bohaterce. Zajrzałam do Internetu. Tam znalazłam tekst redaktora Wojciecha Karpieszuka zamieszczony w ” Gazecie stołecznej”, o obecnych losach Joli. Wynika z niego, że Jola i jej brat Roman procesują się z NFZ-em o zwrot kosztów za prywatne leczenie stomatologiczne(.http:www.pion.pl/forum/phpBB2/viewtopic.php?p=6673 zainteresowanych przeczytaniem całości odsyłam pod ten adres). Dziewczyna jeździ na wózku inwalidzkim, a jej brat od dawna chodzi o kulach. Jeszcze za czasów naszych studiów poruszał się w ten sposób. Parę razy przyjeżdżał po siostrę swoim Trabantem. Zdjęcie zamieszczone w gazecie, sugeruje, że dzisiaj jest to znacznie lepszy i większy samochód. Skontaktowałam się z redaktorem z prośbą o pośrednictwo między mną i Jolą, w celu nawiązania na nowo kontaktów. Na razie Jola nie oddzwoniła, być może nie chce wracać do znajomości sprzed 35 lat. Wielka szkoda. Jola jaką pamiętam, to wysoka, bardzo szczupła dwudziestolatka. Szatynka, która swoje długie włosy zaczesywała gładko w koński ogon. Przeważnie chodziła w spodniach, a przez ramię miała przewieszoną torbę z materiału na długim pasku. Cicha i małomówna, ale dla wszystkich grzeczna. Nie pamiętam żeby utrzymywała bliski kontakt z kimś z roku, chociaż cała reszta była podzielona na dwu lub kilku osobowe grupki. Fakt, że porusza się na wózku bardzo mnie zaskoczył, ale przede wszystkim szalenie zmartwił. Jej brat Roman był niewysokim, muskularnym facetem, wesołym i gadatliwym. Nie jestem pewna czy to czasem nie on dawał mi namiary na mechanika samochodowego w Konstancinie, który specjalizował się w przeróbkach Trabantów na sterowanie ręczne. Bardzo żałuję, że Jola się nie odezwała, bo miałabym szansę obejrzeć jej obrazy i przekazać swoje wrażenia.
(mniej)