21 lipca 2009 13:49 ŁATWO STRACIĆ
Po wielu przyjazdach Jerzego do mnie, nadszedł ten moment, że ja zawitałam do Lublina. Było to zimą, pamiętam tak dobrze, bo rodzina Jurka zorganizowała specjalnie dla mnie kulig. Przeziębiłam się w czasie tej jazdy i pani Ula, matka Jurka, bała się, że zapłacę za to zapaleniem płuc.kazała mi moczyć nogi w cynowej balii, pełnej wrzątku, do którego wsypała chyba z pół kilo soli. Kiedy moje nogi były czerwone jak rak, wpakowała mnie do łóżka i nakryła ogrom... (więcej)
Po wielu przyjazdach Jerzego do mnie, nadszedł ten moment, że ja zawitałam do Lublina. Było to zimą, pamiętam tak dobrze, bo rodzina Jurka zorganizowała specjalnie dla mnie kulig. Przeziębiłam się w czasie tej jazdy i pani Ula, matka Jurka, bała się, że zapłacę za to zapaleniem płuc.kazała mi moczyć nogi w cynowej balii, pełnej wrzątku, do którego wsypała chyba z pół kilo soli. Kiedy moje nogi były czerwone jak rak, wpakowała mnie do łóżka i nakryła ogromną puchową pierzyną. W ten sposób wycisnęła ze mnie siódme poty, ale przeziębienia nie było. Rodzina K. mieszkała w trudnych warunkach, dlatego ja nie wyobrażałam sobie, że mogę tam zamieszkać. Przez cały czas gnębiłam Jurka, by odkładał z pensji na mieszkanie i meble. Uważałam, że przez 2,5 roku moich studiów on jest w stanie odłożyć wystarczająco dużo, byśmy potem mogli być na swoim. Jurek na wszystko się zgadzał, ale okazało się, że te moje naciski znosi bardzo źle. Powiedziała mi o tym pani Ula słowami „ty nie żądaj od Jurka, by zbierał na meble, bo jak się pobierzecie, to my wam kupimy, to co sobie wybierzesz.” Mama mojej pierwszej miłości była wspaniałą kobietą, i takiej teściowej życzyłabym każdej kobiecie. Ja byłam nią zauroczona, bo nie można jej było nie kochać. Niewysoka, szczuplutka, stłamszona przez męża, który był facetem „silnej ręki”, wykorzystywana przez dzieci, potrafiła prowadzić wspaniały dom, w którym czułam się szczęśliwa. To właśnie Ona pokazała mi pięknie, dwustronnie haftowany obrus, o którym już wspominałam. Po jakimś czasie od mojej wizyty w Lublinie, Jurek wraz z rodzicami przyjechał do Warszawy. Wtedy nastąpiło poznanie oficjalne obu rodzin. To był ważny moment, ponieważ moi rodzice, widząc serdeczny stosunek państwa K. do mnie, zaczęli też życzliwiej patrzeć na mojego chłopaka. Dziś już nie pamiętam(a przecież powinnam) czy właśnie w czasie tej wizyty czy w trakcie mojego z rodzicami pobytu w Lublinie, nastąpiły zaręczyny. Dostałam od Jurka identyczny pierścionek, jak ten od mojej chrzestnej. Tyle tylko , że ten od ciotki był z rubinem, a ten drugi z szafirem. Najgorsze było jednak to, że Jurek przyznał się iż nie kupił go u jubilera, ale od swojej siostry, bo na nią był już za mały. Wtedy też okazało się, że te wszystkie prezenty, którymi mnie obsypywał, kupował nie on, ale jego mama. Powiedziałam mu wtedy „daj mi pudełko zapałek, ale niech wiem, że wybrałeś to sam.” W czasie kolacji(podczas pobytu w Lublinie) moi rodzice zauważyli, że Jurek bardzo ochoczo i często sięga po kieliszek. Po powrocie do domu powiedzieli mi wprost, że obawiają się czy nie ma on skłonności do alkoholizmu „bo aż trzęsie się na widok wódki”. Nie ich obawy były jednak powodem naszego rozstania, ale moja głupota, popędliwość i chyba jednak duża niedojrzałość. Krótko po ślubie mojej siostry Jurek przyjechał niespodziewanie do Warszawy i zobaczyliśmy się nie w domu, ale na mieście, bo ja miałam zajęcia na uczelni. Siedzieliśmy w jakiejś kawiarni(może to była „Harenda” w Domu Turysty na Krakowskim Przedmieściu, bo najbliżej mojego instytutu). Ja opowiadałam jak wspaniale urządzają swoje mieszkanie B. i J. , i że im zazdroszczę tego samodzielnego życia. Mówiłam, że chciałabym abyśmy i my tak kiedyś mogli. W pewnym momencie Jurek powiedział „a może mnie wystarczy pokój i łóżko w domu u moich rodziców i ty w nim”. Poniosło mnie, uznałam go za minimalistę, człowieka bez ambicji. Zdjęłam pierścionek z palca, odrzekłam „ale mnie to nie wystarczy, więc chyba nam nie po drodze” i wyszłam. Nie widzieliśmy się już nigdy więcej. Przez wszystkie następne lata, gdy doznawałam rozczarowania związkami z innymi partnerami, bardzo często(może nawet zbyt często) wspominałam tę swoją pierwszą miłość. Zastanawiałam się jak potoczyłyby się nasze losy, gdybym wykazała więcej cierpliwości, mądrości i nie żądała wszystkiego naraz. Kiedy mój syn miał nie więcej niż 5 lat i widział przez okno mężczyznę grającego z chłopcem w piłkę powiedział znamienne słowa „umaluj się i ubierz ładnie tak jak to robią mamy moich kolegów i znajdź mi innego tatę”. Życzenie takie wypowiedział tylko raz, ale to wystarczyło bym myślami wróciła do Jerzego i zapragnęła go odszukać. Co prawda pokazywałam K.J. zdjęcia Jurka przed wypadkiem i już po, więc wiedział jak wygląda, ale bałam się jego prawdziwej reakcji, gdyby zobaczył go w rzeczywistości. To właśnie ten strach sprawił, że „nie weszłam drugi raz do tej samej rzeki”. Tylko czy po tylu latach ona naprawdę byłaby taka sama? Na to pytanie nie uzyskam już odpowiedzi. (mniej)