Trzy tygodnie wakacji roku 1975 spędziłam w Jastrzębiej Górze, gdzie pojechałam na obóz rehabilitacyjny. Byli na nim studenci niepełnosprawni z różnych lat, z różnych miast. Tam poznałam moją pierwszą „poważną” miłość Jerzego K. z Lublina. Był ode mnie starszy o 3 czy 4 lata. To był pierwszy obóz mój, a ostatni Jerzego, który wtedy zakończył pomyślnie studia prawnicze i po wakacjach miał pójść do pracy. D...
(więcej) Trzy tygodnie wakacji roku 1975 spędziłam w Jastrzębiej Górze, gdzie pojechałam na obóz rehabilitacyjny. Byli na nim studenci niepełnosprawni z różnych lat, z różnych miast. Tam poznałam moją pierwszą „poważną” miłość Jerzego K. z Lublina. Był ode mnie starszy o 3 czy 4 lata. To był pierwszy obóz mój, a ostatni Jerzego, który wtedy zakończył pomyślnie studia prawnicze i po wakacjach miał pójść do pracy. Dwudziestolatce wydawał się taki dorosły, taki doświadczony w kontaktach męsko-damskich. Nie ukrywam imponował mi. Na początku turnusu flirtowałam z Grześkiem Ł., dzięki któremu poznałam Tomka S. i jego dziewczynę Beatę(ten związek jako jedyny z mi znanych, przetrwał wakacyjne zauroczenie i zakończył się jakiś czas potem ślubem). O tej parze opowiem innym razem. Grzesiek był wspaniałym kumplem, wesołym, beztroskim, zawsze gotowym do zabawy, ale mentalność miał dziecka. Dlatego też, kiedy okazało się, że Jurek jest mną zainteresowany, zyskał moją przychylność, której nigdy nie żałowałam. Nasza znajomość trwała jakieś dwa lata. Jerzy był sprawny fizycznie, jego tragedią była szpetota, spowodowana bliznami po wypadku, któremu uległ w wieku 10 lat. Nosił włosy do ramion(był to jedyny mężczyzna, u którego tolerowałam tej długości fryzurę), bo zakrywały blizny po operacji twarzy. Miał niesprawną prawą rękę, ale lewą pisał tak pięknie, że niejeden człowiek mógłby pozazdrościć mu wyraźnego, kaligraficznego pisma. W czasie pobytu na obozie nasza miłość kwitła i czułam się bardzo szczęśliwa. To ten mężczyzna zrobił ze mnie kobietę i byłam przekonana, że spędzimy ze sobą resztę życia.
(mniej)