Pierwszy rok studiów był znamienny nie tylko dlatego, że rozpoczynał 4-letnią mordęgę o wiedzę. Uczęszczaliśmy wtedy na wykłady „Z historii nauk humanistycznych”, które prowadził profesor Waldemar Voisé. Był to chyba jedyny wykładowca, na zajęciach którego frekwencja wynosiła sto procent. Jego wykłady, to były opowieści, których słuchało się z rozdziawioną gębą. Nie tylko ja miałam dylemat czy go słuchać czy robić nota...
(więcej)
Pierwszy rok studiów był znamienny nie tylko dlatego, że rozpoczynał 4-letnią mordęgę o wiedzę. Uczęszczaliśmy wtedy na wykłady „Z historii nauk humanistycznych”, które prowadził profesor Waldemar Voisé. Był to chyba jedyny wykładowca, na zajęciach którego frekwencja wynosiła sto procent. Jego wykłady, to były opowieści, których słuchało się z rozdziawioną gębą. Nie tylko ja miałam dylemat czy go słuchać czy robić notatki przydatne do egzaminu. Bardzo szybko wzięliśmy się na sposób, kiedy jedna osoba słuchała, druga przez kalkę maszynową robiła notatki i potem się nimi wymieniałyśmy. Ja byłam pod tak wielkim urokiem profesora, że w księgarni im. Bolesława Prusa mieszczącej się naprzeciwko Uniwersytetu kupiłam książkę „Nowożytne społeczności uczonych”. Gdy przeczytałam krótką notkę biograficzną, zamieszczoną na odwrocie okładki, to mój podziw dla pana profesora jeszcze wzrósł. Kiedy postanowiłam prowadzić bloga, a wśród kategorii zamieścić „ciekawych ludzi”, to nazwisko tego wspaniałego człowieka jako jedno z pierwszych przyszło mi na myśl. Urodzony we Lwowie w 1920 należał do pokolenia, z którego ludzie byli i zawsze będą dla mnie moralnymi autorytetami. Cechowała ich rozległa wielokierunkowa wiedza, byli osobami o szlachetnym charakterze i ogromnej pogodzie ducha, pomimo przeżyć, które były ich udziałem. Dzisiaj próbując napisać tę notkę, szperałam w Internecie, by odświeżyć i poszerzyć swoją wiedzę na temat Profesora, bo jakby nie patrzeć, od momentu kiedy miałam z nim styczność minęło 35 lat. Trafiłam do Biblioteki Instytutu Historii Nauki PAN, gdzie bardzo uprzejma pani obiecała mi przesłać informacje o Waldemarze Voisé, które zostały zamieszczone w „Księdze Jubileuszowej” tegoż instytutu. Nadesłany materiał, to obszerne fragmenty z książki Ireny Stasiewicz-Jasiukowej „Zawiesić w czasie. O polskich historykach nauki i kultury”(Warszawa 2002). Czytając te wspomnienia odmłodniałam o 35 lat. Styl jakim są one napisane, przypomina wykłady Profesora: prostota wypowiedzi, lekkość i przedstawianie faktów w niemal anegdotyczny sposób( takie mam skojarzenia kiedy czytam ten tekst) . Gdybym żyła jeszcze raz tyle, co żyłam i gdybym ukończyła nawet kilka fakultetów, to mój język byłby zbyt ubogi, by w sposób zwięzły, a jednocześnie bardzo trafny opisać sylwetkę Waldemara Voisé. Dlatego też zacytuję panią I.Stasiewicz-Jasiukową, bo choć zdania będą wyrwane z kontekstu, to jednak każde z nich mówi o cechach Profesora, które sprawiły, że był On dla mnie tak niezwykły. Podobno ulubioną lekturą profesora były „Podróże Guliwera” J. Swift’a dlatego tytuł tej części wspomnień nawiązuje do tej książki i do jednej z prac Profesora.
„W pamięci współpracowników, uczniów, znajomych i przyjaciół utrwalił się Jego wizerunek: osoby bezpośredniej w sposobie bycia, łatwo nawiązującej kontakty z otoczeniem, o rozległych i wielostronnych zainteresowaniach oraz błyskotliwej inteligencji. Intelektualista wysokiej klasy europejskiej, poliglota, utrzymujący kontakt z uczonymi całego świata, traktował jednocześnie ze swoistą żartobliwą nonszalancją zarówno naukowe tytuły i stanowiska, jak i nazbyt zinstytucjonalizowane formy uprawiania nauki. Dezaprobował on, oczywiście nie tylko rozpowszechnioną w Polsce tytułomanię, lecz przede wszystkim był wrogiem wszelkich uprzedzeń i przesądów, zniewalających umysł człowieka i tym samym wywierających wpływ na jego postępowanie. Profesorowi Voisé były obce wszelkie przesądy narodowościowe, religijne czy społeczne. Inteligencja, uczciwość i słowność – te trzy cechy stanowiły u Waldemara Voisé kryterium oceny człowieka. Który z portretów Waldemara Voisé jest najprawdziwszy? Czy ten, odsłaniający jego poszukiwania sensu istnienia, „wysp szczęśliwych” i form współżycia z czasem(autorka nawiązuje tutaj do rozważań Profesora zawartych w pracy „Po co podróżował Guliwer”); czy ten ukazujący osobę bezpośrednią w kontaktach z otoczeniem, dowcipną i błyskotliwą w rozmowie; czy też ten na którym widzimy jednostkę ograniczoną ramami norm postępowania, obowiązujących wszystkich bez wyjątku. Wydaje mi się, że każdy z tych konterfektów(obrazów, wizerunków) ukazuje prawdziwe rysy złożonej wielowarstwowej osobowości Profesora Voisé, który tylko przy powierzchniowych, ulotnych kontaktach mógł uchodzić za osobę nieskomplikowaną, mającą do „najlepszego ze światów” stosunek jednoznacznie pozytywny. Skrzący dowcipem codzienny sposób bycia nie podpowiadał, że pod tą osłoną mogą istnieć jakieś podteksty”. Tyle Irena Stasiewicz – Jasiukowa, a ja mogę dodać, że podpisuję się pod tą charakterystyką w całej rozciągłości.
(mniej)