Decyzja o tym, że mogę studiować w Warszawie zapadła bardzo późno. To, że była pozytywna zawdzięczam pani Prorektor Moreckiej, która informując ojca o postanowieniu Rektora powiedziała: „ta sprawa spędzała mi sen z powiek”. Na zebranie informacyjne i spotkanie z opiekunem roku Marcinem D. przyjechałam spóźniona. Gdy weszłam na salę, wszystkie oczy obróciły się w moim kierunku. Nie lubię zwracać na siebie uwagi, dlatego też przejście na pocz...
(więcej) Decyzja o tym, że mogę studiować w Warszawie zapadła bardzo późno. To, że była pozytywna zawdzięczam pani Prorektor Moreckiej, która informując ojca o postanowieniu Rektora powiedziała: „ta sprawa spędzała mi sen z powiek”. Na zebranie informacyjne i spotkanie z opiekunem roku Marcinem D. przyjechałam spóźniona. Gdy weszłam na salę, wszystkie oczy obróciły się w moim kierunku. Nie lubię zwracać na siebie uwagi, dlatego też przejście na początek klasy by usiąść, było trudne. Oczywiście pan asystent nie pozbawił się przyjemności, skierowania pod moim adresem uszczypliwej uwagi. Przez 4 lata nasze relacje były mocno na dystans i wyczuwałam, iż pupilką jego nigdy nie będę. Jeżeli miałam jakieś kłopoty lub wątpliwości, to zwracałam się z nimi do dr Zdzisławy B., która była osobą z ramienia instytutu rozstrzygającą wszelkie kwestie sporne. Po pierwszym semestrze miała odbyć się wycieczka do Krakowa, w czasie której zwiedzać mieliśmy tamtejsze biblioteki. Wtedy okazało się, że jako jedyna na wycieczkę nie jadę. Jako powód podano złe wyniki w nauce. Wyjazd był finansowany przez uczelnię, ja musiałam zapłacić za przejazd i hotel z własnej(a raczej rodziców) kieszeni, bo uparłam się, że też jadę. Na szczęście, po dotarciu na miejsce okazało się, że w pokojach zarezerwowanych dla dziewcząt jest wolne łóżko i w ten sposób nocowałam razem z grupą . Nie musiałam dochodzić rano z hotelu wojskowego, gdzie ojciec zarezerwował mi pokój na czas pobytu w mieście Kraka. Mówiąc szczerze wycieczka nie była tego warta, by się upierać na wyjazd i narażać rodziców na koszty. Oni i tak mieli dość wydatków w związku z przeprowadzką i zagospodarowywaniem nowego lokum. Wtedy jednak dbałam tylko o to, by czuć się częścią grupy i nie być z niej wykluczaną. Dzień spędzaliśmy na bieganiu od jednej biblioteki do drugiej. Dopiero późne popołudnia i wieczory, to był czas wolny. Ja obejrzałam Kościół Mariacki i powałęsałam się po rynku. Zachwyciło mnie to, że prawie w każdej kamieniczce tam stojącej, na wysokim parterze znajdowały się maleńkie, przytulne lokaliki, oświetlone tylko lampkami ustawionymi na stolikach. Panował tam pociągający półmrok, sprawiający, że atmosfera była pełna ciepła i tajemniczości. Nie odważyłam się wejść do którejś z kawiarenek z dwóch względów. Pierwszym był bardzo skromny budżet, a drugim fakt, że prowadziło do nich zazwyczaj kilka schodków. Pierwszy rok studiów zapamiętałam dobrze także ze względu na oblany egzamin z historii. Przepytujący mnie egzaminator oblał mnie(niestety słusznie) już na pierwszym pytaniu, które dotyczyło daty chrztu Polski. Zamiast odpowiedzieć 966, ja powiedziałam 1966 i usłyszałam „ jeżeli pani nie zna tak ważnej daty to, zobaczymy się we wrześniu”. Wyszłam na korytarz i tu podobno zwaliłam się jak długa. Przytomność odzyskałam w ambulatorium. Wezwano pogotowie i moją matkę. Po przeprowadzeniu niezbędnych badań pojechałyśmy do domu. Jedyną korzyścią z tego wydarzenia, było to, że ile razy potem wychodziłam na egzamin rodzice nie żegnali mnie nieodzownym do tej pory powiedzonkiem „masz przyjść z tarczą nie na tarczy”.
(mniej)