6 lipca 2009 20:52 OD FOGGA DO... NIEMENA
Nie jestem wytrawnym melomanem, nie wiem czy mogę twierdzić, że w ogóle nim jestem. W filharmonii nie byłam nigdy, choć moja matka twierdziła, iż kulturalny człowiek powinien być tam na koncercie przynajmniej raz w roku. W operze byłam na „Strasznym dworze” S. Moniuszki i na „Rigoletto” Giuseppe Verdiego. Przed pisaniem tego tekstu wysłuchałam arii „La donna e mobile”(niestety po włosku), dlatego nie wiem czy nie strzelam gafy, ale ja chy... (więcej)
Nie jestem wytrawnym melomanem, nie wiem czy mogę twierdzić, że w ogóle nim jestem. W filharmonii nie byłam nigdy, choć moja matka twierdziła, iż kulturalny człowiek powinien być tam na koncercie przynajmniej raz w roku. W operze byłam na „Strasznym dworze” S. Moniuszki i na „Rigoletto” Giuseppe Verdiego. Przed pisaniem tego tekstu wysłuchałam arii „La donna e mobile”(niestety po włosku), dlatego nie wiem czy nie strzelam gafy, ale ja chyba byłam na spektaklu w języku polskim. Zapamiętałam tę operę dzięki słowom „nigdy na świecie nie wierz kobiecie, kobieta płocha nigdy nie kocha” i wydaje mi się, że to jest polska wersja tejże arii. Bardziej od opery lubiliśmy operetkę, bo za czasów wrocławskich byłam na spektaklach kilkanaście razy. Wiem, że jak na ponad 50 letnie życie, to i tak mało, ale jak to mówią „lepszy rydz niż nic”. Nieco lepiej sytuacja przedstawia się na polu muzyki popularnej. Nie jeździłam na koncerty ulubionych wykonawców, nie zbierałam ich płyt. Rodzice mieli adapter „Bambino” i kilkanaście płyt różnych piosenkarzy, ale nie pamiętam, aby ich słuchali. W momencie wyprowadzki do Warszawy podobno adapter wraz z płytami zostawili jakiejś sąsiadce. Ja od czasu otrzymania od rodziców radia tranzystorowego, uwielbiałam słuchać niedzielnych koncertów życzeń. To była jedyna audycja radiowa jakiej słuchałam(zawsze o 15 tej w Programie I PR). Zawsze wzruszałam się słuchając piosenek Mieczysława Fogga. Z rozrzewnieniem wspominam przeboje Ireny Santor, Anny German, Jerzego Połomskiego. Z osobą Jerzego Połomskiego wiąże się pewna historia, która nie jest prawdziwa, ale ja przez długi czas chciałam by była. Otóż mój ojciec na studiach miał dwóch kolegów, jeden z nich(nazwiska dziś nie pamiętam, bo widziałam go raz w życiu) został moim chrzestnym. Kiedy pytałam mamy dlaczego wybrała właśnie jego, to tłumaczyła mi, że dla jego pięknych, kręconych włosów. Fakt na zdjęciu z chrztu widać przystojnego mężczyznę. Nie wiem jak wyglądał drugi z mężczyzn, bo nigdy nie widziałam ani jego ani żadnego zdjęcia. Wiem natomiast, że pan Franek Połomski był tym bardziej lubianym przez obojga rodziców i w pierwszej wersji, to on miał mnie trzymać do chrztu. Wielokrotnie wypominałam mamie, że gdyby wzięła Franka, to ja miałabym chrzestnego przez długie lata. Zbieżność nazwisk pana Jerzego Połomskiego i tego znajomego rodziców, sprawiła że ja ubzdurałam sobie iż są oni braćmi i ja dzięki Frankowi poznam kiedyś Jerzego. Nigdy nie miałam przyjemności poznać wykonawcy takich szlagierów jak „Cała sala śpiewa”, „Bo z dziewczynami” czy też mojej ulubionej melodii „Daj”(„daj mi to miejsce przy sobie które jest puste o świcie, ja sobie z tego zrobię długie ciekawe życie”). Słowa te przez wiele lat były dla mnie „definicją” miłości i w duchu marzyłam, by kiedyś jakiś mężczyzna złożył mi taką deklarację.
Mój świat „muzycznych ulubieńców” poszerzył się z chwilą pojawienia się takich zespołów jak : „No to co” Janczarskiego, „Czerwone gitary” ze wspaniałym Sewerynem Krajewskim, „Trubadurzy” i Poznakowski, „Breakout” z Mirą Kubasińską, „ ABC” z Haliną Frąckowiak, „Niebiesko-Czarni” czy też „Czerwono- Czarni” z Jackiem Lechem. Na czele tej stawki byli oczywiście Czesław Niemen z „Akwarelami” i Marek Grechuta z zespołem „Anawa”. Wielka szkoda, że niektórzy z nich już od nas odeszli. Ich piosenki towarzyszyły mi w życiu, rozweselając i wzruszając. Żałowałam, że w czasie gdy ci wykonawcy byli u szczytu popularności ja nie miałam wystarczająco dużo pieniędzy, by kupować ich płyty. Dziś nie mam tyle siły, by chodzić po sklepach i je kupować, a mój syn słucha rapu i osoby, o których mówię, są mu całkowicie nieznane. Obiecuje co prawda, że zrobi mi wymarzoną „płytotekę”, ale pozostaje to tylko w sferze planów.
(mniej)