5 lipca 2009 12:36 POŻEGNANIE, KTÓREGO NIE BYŁO
Na egzaminy wstępne na studia jeździłam taksówką, ponieważ wtedy we Wrocławiu tramwaje miały tak wysoko umiejscowione stopnie, że nawet przy pomocy innej osoby nie byłam wstanie do nich wsiąść. Na historii dostałam takie pytania, że nie wiedziałam jak je „ugryźć”. O tym jak bardzo byłam zdenerwowana niechaj świadczy fakt, że odpowiedź rozpoczęłam „a więc” po czym walnęłam się w czoło i powiedziałam „ nie zaczynaj zdania od „a więc”. ... (więcej)
Na egzaminy wstępne na studia jeździłam taksówką, ponieważ wtedy we Wrocławiu tramwaje miały tak wysoko umiejscowione stopnie, że nawet przy pomocy innej osoby nie byłam wstanie do nich wsiąść. Na historii dostałam takie pytania, że nie wiedziałam jak je „ugryźć”. O tym jak bardzo byłam zdenerwowana niechaj świadczy fakt, że odpowiedź rozpoczęłam „a więc” po czym walnęłam się w czoło i powiedziałam „ nie zaczynaj zdania od „a więc”. Śmiech członków komisji uprzytomnił mi gdzie się znajduję, ale był to również moment, w którym odblokowały się moje szare komórki. Jak przy każdym egzaminie, tak i wtedy na korytarzu przed salą, gdzie nas odpytywano, odbywała się „giełda”. Mnie po polskim, dopadła jakaś dziewczyna, chcąc wiedzieć o co pytali?. Odparłam: „co to jest wiersz biały, podaj przykłady z literatury”. Ona spojrzała na mnie jakbym była ufoludkiem i zapytała :„ a co to takiego ten wiersz biały”. Teraz ja spojrzałam na nią jakby przybyła z innej planety i podałam jej definicję. Byłam ciekawa jaką miała ocenę na maturze z polaka jeżeli nie wiedziała, tak prostej rzeczy. Z dumą odparła „piątkę oczywiście”. Uśmiechnęłam się , życzyłam jej powodzenia i poszłam do domu. Wtedy po raz pierwszy uzmysłowiłam sobie, że stopnie, nie muszą być odzwierciedleniem posiadanej wiedzy. Chociaż przez 4 lata nauki nieraz przeklinałam, że matka uparła się na naukę właśnie w tym liceum, to jednak teraz byłam wdzięczna przede wszystkim swojemu poloniście, za to że tak gruntownie nas przygotował.
Zaraz po egzaminach wyjechałam ostatni raz do sanatorium. O wynikach egzaminów mieli mnie listownie powiadomić rodzice. W czasie tych wakacji poznałam dwie starsze o dwa lata ode mnie studentki polonistyki: Olę K. i Celinę O., które razem studiowały i przyjaźniły się. Korespondowałyśmy ze sobą przez jakiś czas, i to z listów dowiedziałam o ich losach po studiach. Obie marzyły o uczeniu w szkole. Pierwsza o pracę starała się Ola, dziewczyna niewysoka, o krępej budowie ciała, chodząca o kulach. Powiedziano jej w jednej ze szkół, aby zapomniała o pracy nauczycielki, ponieważ w kontaktach z uczniami należy dbać o estetykę, a jej kalectwo tego wymogu nie spełnia(od momentu, gdy Ola to opowiadała, minęło wiele czasu i być może użyto wtedy innych sformułowań, ale sens wypowiedzi zachowałam). Olka bardzo przeżyła swoje „wykluczenie” z wymarzonego zawodu. Celina była osobą pełnosprawną, ale cierpiała na duże skrzywienie kręgosłupa. Była kobietą średniego wzrostu, o jasnych włosach naturalnie skręconych w „pierścionki”. To właśnie owe loki nadawały jej twarzy wygląd cherubinka. Przynajmniej ja zawsze miałam takie skojarzenia, gdy na nią patrzyłam. Celinka nauczona przykrym doświadczeniem Oli, nie chcąc narazić się na odmowę, poszukała pracy w bibliotece, a nie w szkole. Odwiedziłam ją raz w Chorzowie, na jej samodzielnym mieszkaniu, którego wtedy bardzo jej zazdrościłam. Kiedy dziś oglądam reklamę, w której młoda kobieta mówi:"bez rąk można studiować, uczyć w szkole, kochać i zostać matką", to gorzko się uśmiecham, bo przypomina mi się historia Oli. Cieszy jednak fakt, że mentalność ludzi zmieniła się i możliwym stało się to, co dawniej było nieakceptowane.Wszyscy członkowie mojej rodziny byli osobami palącymi, dlatego ja zarzekałam się, że sama nie będę paliła. Ponieważ jednak jak mówi przysłowie „dla towarzystwa Cygan dał się powiesić”, dlatego ja chcąc się „wkupić” w studencką brać też zaczęłam popalać. Myślałam, że jest to taki wakacyjny kaprys, bo papierosy „Femina” były najsłabszymi na rynku: cieniutkie z długim filtrem(dzisiaj odpowiadałyby im „Vogue”). Niestety w nałóg wpaść łatwo i chociaż przez te trzydzieści kilka lat nieraz próbowałam rzucić palenie, to do dzisiaj sztuka ta mi się nie udała. Po skończonej kuracji wróciłam do domu, ale był to już inny dom, bo podczas mojej nieobecności rodzice przenieśli się do Warszawy. Było mi przykro, że nie pożegnałam się z ludźmi, którzy zostali w moim rodzinnym mieście, że nie odwiedziłam po raz ostatni tak dobrze znanych miejsc. Ja poza własnym osiedlem, gdzie mieszkałam i uczyłam się, nie znałam innych części Wrocławia. Wynikało to ze wspomnianych kłopotów z komunikacją miejską. Wrocław podobno bardzo się zmienił od 1976, kiedy byłam w nim ostatni raz, dlatego bardzo chciałabym pojechać tam, aby „odkryć” swoje ukochane miasto na nowo. Czasami zdarza się tak w życiu człowieka, że potrafi kochać dwie osoby jednocześnie. Ja przez całe życie przeżywałam dwie miłości do Wrocławia, w którym spędziłam pierwsze 19 lat i do Warszawy, w której zamieszkałam, bo spełniło się wielkie marzenie mojego ojca, by powrócić do swojego rodzinnego miasta. Moi rodzice nie wyobrażali sobie bym ja mogła pozostać we Wrocławiu sama, a siostra o tym, że tam zostaje, poinformowała ich gdy już byliśmy w Warszawie. Dopiero kiedy wiedziała, że udało się załatwić moje przeniesienie z Uniwersytetu Wrocławskiego na Warszawski jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego roku( normalnie przenosić się na inna uczelnię wolno było po skończeniu danego roku), powiadomiła rodziców o pozostaniu we Wrocławiu. Sądzę, że bała się iż ja też będę chciała zostać, a wtedy ona będzie musiała się mną zajmować. Ona miała już swoje plany zamieszkania wspólnie z koleżanką z pracy(pracował wtedy w Teatrze Polskim jako bileterka). Opieka nad młodszą i to niepełnosprawną siostrą do nich nie należała. Rozpoczynałam kolejny etap swojego życia, nie wiedząc, że będzie on taki trudny. (mniej)
Zaraz po egzaminach wyjechałam ostatni raz do sanatorium. O wynikach egzaminów mieli mnie listownie powiadomić rodzice. W czasie tych wakacji poznałam dwie starsze o dwa lata ode mnie studentki polonistyki: Olę K. i Celinę O., które razem studiowały i przyjaźniły się. Korespondowałyśmy ze sobą przez jakiś czas, i to z listów dowiedziałam o ich losach po studiach. Obie marzyły o uczeniu w szkole. Pierwsza o pracę starała się Ola, dziewczyna niewysoka, o krępej budowie ciała, chodząca o kulach. Powiedziano jej w jednej ze szkół, aby zapomniała o pracy nauczycielki, ponieważ w kontaktach z uczniami należy dbać o estetykę, a jej kalectwo tego wymogu nie spełnia(od momentu, gdy Ola to opowiadała, minęło wiele czasu i być może użyto wtedy innych sformułowań, ale sens wypowiedzi zachowałam). Olka bardzo przeżyła swoje „wykluczenie” z wymarzonego zawodu. Celina była osobą pełnosprawną, ale cierpiała na duże skrzywienie kręgosłupa. Była kobietą średniego wzrostu, o jasnych włosach naturalnie skręconych w „pierścionki”. To właśnie owe loki nadawały jej twarzy wygląd cherubinka. Przynajmniej ja zawsze miałam takie skojarzenia, gdy na nią patrzyłam. Celinka nauczona przykrym doświadczeniem Oli, nie chcąc narazić się na odmowę, poszukała pracy w bibliotece, a nie w szkole. Odwiedziłam ją raz w Chorzowie, na jej samodzielnym mieszkaniu, którego wtedy bardzo jej zazdrościłam. Kiedy dziś oglądam reklamę, w której młoda kobieta mówi:"bez rąk można studiować, uczyć w szkole, kochać i zostać matką", to gorzko się uśmiecham, bo przypomina mi się historia Oli. Cieszy jednak fakt, że mentalność ludzi zmieniła się i możliwym stało się to, co dawniej było nieakceptowane.Wszyscy członkowie mojej rodziny byli osobami palącymi, dlatego ja zarzekałam się, że sama nie będę paliła. Ponieważ jednak jak mówi przysłowie „dla towarzystwa Cygan dał się powiesić”, dlatego ja chcąc się „wkupić” w studencką brać też zaczęłam popalać. Myślałam, że jest to taki wakacyjny kaprys, bo papierosy „Femina” były najsłabszymi na rynku: cieniutkie z długim filtrem(dzisiaj odpowiadałyby im „Vogue”). Niestety w nałóg wpaść łatwo i chociaż przez te trzydzieści kilka lat nieraz próbowałam rzucić palenie, to do dzisiaj sztuka ta mi się nie udała. Po skończonej kuracji wróciłam do domu, ale był to już inny dom, bo podczas mojej nieobecności rodzice przenieśli się do Warszawy. Było mi przykro, że nie pożegnałam się z ludźmi, którzy zostali w moim rodzinnym mieście, że nie odwiedziłam po raz ostatni tak dobrze znanych miejsc. Ja poza własnym osiedlem, gdzie mieszkałam i uczyłam się, nie znałam innych części Wrocławia. Wynikało to ze wspomnianych kłopotów z komunikacją miejską. Wrocław podobno bardzo się zmienił od 1976, kiedy byłam w nim ostatni raz, dlatego bardzo chciałabym pojechać tam, aby „odkryć” swoje ukochane miasto na nowo. Czasami zdarza się tak w życiu człowieka, że potrafi kochać dwie osoby jednocześnie. Ja przez całe życie przeżywałam dwie miłości do Wrocławia, w którym spędziłam pierwsze 19 lat i do Warszawy, w której zamieszkałam, bo spełniło się wielkie marzenie mojego ojca, by powrócić do swojego rodzinnego miasta. Moi rodzice nie wyobrażali sobie bym ja mogła pozostać we Wrocławiu sama, a siostra o tym, że tam zostaje, poinformowała ich gdy już byliśmy w Warszawie. Dopiero kiedy wiedziała, że udało się załatwić moje przeniesienie z Uniwersytetu Wrocławskiego na Warszawski jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego roku( normalnie przenosić się na inna uczelnię wolno było po skończeniu danego roku), powiadomiła rodziców o pozostaniu we Wrocławiu. Sądzę, że bała się iż ja też będę chciała zostać, a wtedy ona będzie musiała się mną zajmować. Ona miała już swoje plany zamieszkania wspólnie z koleżanką z pracy(pracował wtedy w Teatrze Polskim jako bileterka). Opieka nad młodszą i to niepełnosprawną siostrą do nich nie należała. Rozpoczynałam kolejny etap swojego życia, nie wiedząc, że będzie on taki trudny. (mniej)