Egzamin dojrzałości kojarzy mi się z polonistą. Był to młody człowiek, pełen zapału by posiadaną wiedzę przekazać nam w jak najprzystępniejszy sposób. Ja przykładałam się do lekcji polskiego szczególnie starannie, nie tylko dlatego, że lubiłam przedmiot. Przyznaję się bez bicia, podkochiwałam się w swoim nauczycielu. Pan W. domyślał się, że czuję do Niego „miętę” i musiało go to śmieszyć. Był profesjonalistą i wspaniałym człowiekiem, kt&o...
(więcej)
Egzamin dojrzałości kojarzy mi się z polonistą. Był to młody człowiek, pełen zapału by posiadaną wiedzę przekazać nam w jak najprzystępniejszy sposób. Ja przykładałam się do lekcji polskiego szczególnie starannie, nie tylko dlatego, że lubiłam przedmiot. Przyznaję się bez bicia, podkochiwałam się w swoim nauczycielu. Pan W. domyślał się, że czuję do Niego „miętę” i musiało go to śmieszyć. Był profesjonalistą i wspaniałym człowiekiem, który odegrał w moim życiu znaczącą rolę. To on przekonał mnie bym nie rezygnowała z zamiaru pójścia na studia, choć inni nauczyciele ten pomysł kwitowali pobłażliwym uśmiechem. W czasie egzaminu pisemnego z języka polskiego, długo siedziałam nad czystą kartką. Przechadzający się między rzędami polonista, zatrzymał się przy mojej ławce i spojrzał na mnie ze zdziwieniem, bo oprócz tytułu i planu pracy w podpunktach nie napisałam nic. Czas uciekał, a ja miałam pustkę w głowie. Pan W. odszedł na chwilę, by wrócić z kanapką, którą położył przede mną. W momencie gdy skończyłam ją jeść, poczułam że wena usiadła mi na ramieniu. Ledwo wyrobiłam się z pisaniem w regulaminowym czasie . Zrobiłam jakieś błędy, których nie zdążyłam poprawić, bo ocena nie była taka jakiej oczekiwałam, ale tę część matury zaliczyłam. Egzamin ustny był dla mnie ogromnie stresujący. Wiem, że dostałam trzy pytania: jedno z gramatyki i dwa z historii literatury. Na dwa(gramatyczne i jedno literackie) odpowiedziałam. Natomiast trzecie, które brzmiało „Krasiński i Słowacki jako antagoniści w sprawie narodowej” położyłam. Wyznałam szczerze, że utworów „Psalmy przyszłości” i „Odpowiedź na psalmy przyszłości” nie przeczytałam, bo nie lubię Krasińskiego. Nie widziałam więc sensu czytania „Odpowiedzi…” jeżeli nie zaznajomiłam się z „Psalmami”. Moje tłumaczenie bardzo rozbawiło komisję, choć mnie nie było do śmiechu. Byłam przekonana, że mogę sobie zaśpiewać wraz z „Czerwonymi gitarami” ich przebój „Znów za rok matura.” Czarne myśli okazały się przedwczesne. Otrzymałam świadectwo dojrzałości – był to najpiękniejszy prezent imieninowy jaki kiedykolwiek w życiu otrzymałam. Byłam z siebie bardzo dumna. Teraz należało wspinać się po następnych schodach, którymi były egzaminy na studia. Z moim ukochanym „Otusiem”(tak nazywałam polonistę w myślach) zobaczyłam się już jako studentka, odwiedziłam liceum gdy przyjechałam do Wrocławia na ślub koleżanki w roku 1976. W czasie krótkiej rozmowy z moim dawnym nauczycielem, trwającej tyle co przerwa, On powiedział znaczące słowa „ myślę, że twoi koledzy patrzyliby na ciebie teraz inaczej niż wtedy. Świetnie sobie radzisz, nie każdemu z nich dostanie się na studia się udało, o kilku wiem że odpadli po pierwszym roku.” Te słowa uznania motywowały mnie w późniejszych latach, gdy byłam bliska rezygnacji ze studiowania. Nie chciałam zawieść pokładanych we mnie nadziei. Rozmowa z panem W. uświadomiła mi, że On wiedział o tym, że nie jestem ulubieńcem klasy. Może dlatego sam zawsze okazywał mi wiele życzliwości i zrozumienia. Obiecywałam sobie, że kończąc szkołę podziękuję Mu za wszystko „częstochowskimi rymami” . Utwór , który miał nosić tytuł „Kapelusze z głów panowie… na widok Polonisty”, nigdy nie powstał. Dziś składam panu Wojciechowi głęboki ukłon – dziękuję Panie Profesorze!
(mniej)