Parę dni temu przeczytałam na jednym z moich ulubionych blogów zdanie „Kochanie Ty masz przecież tylko leżeć i pachnieć”(tak mówił mąż do ciężko chorej żony, by podnieść ją na duchu). Właśnie ta wypowiedź, będąca wyrazem wielkiej miłości i czułości, wywołała we mnie wspomnienia.
Miałam 15 lat, było upalne lato, a ja przeszłam kolejną(ostatnią chirurgiczną) operację. Leżałam na sali 8 osobowej i byłam obiektem drwinek ze strony swoich wspó...
(więcej)
Parę dni temu przeczytałam na jednym z moich ulubionych blogów zdanie „Kochanie Ty masz przecież tylko leżeć i pachnieć”(tak mówił mąż do ciężko chorej żony, by podnieść ją na duchu). Właśnie ta wypowiedź, będąca wyrazem wielkiej miłości i czułości, wywołała we mnie wspomnienia.
Miałam 15 lat, było upalne lato, a ja przeszłam kolejną(ostatnią chirurgiczną) operację. Leżałam na sali 8 osobowej i byłam obiektem drwinek ze strony swoich współtowarzyszek. Naprzeciwko mnie leżała młoda kobieta po operacji stawu biodrowego, świeżo upieczona mamusia i właścicielka najprzystojniejszego męża jakiego kiedykolwiek widziałam. Moje zachwyty nad urodą tego mężczyzny były powodem złośliwych, zabarwionych humorem uwag ze strony tej pacjentki. Ten facet wiedział o tym jakie robi na mnie wrażenie, dlatego też ile razy odwiedzał żonę, to uśmiechał się do mnie i figlarnie puszczał oko. Kiedy patrzyłam na tych młodych ludzi, to podziwiałam łączące ich uczucie i święcie wierzyłam w miłość. Innym powodem robienia sobie ze mnie żartów był mój gips. Założony był od czubków palców aż po pachwiny. Na domiar złego na wysokości kostek umieszczono listewkę, by zapobiec złączaniu nóg. Podobno kiedy wieziono mnie po operacji na salę, ja nie w pełni rozbudzona po narkozie, darłam się na cały głos „po co mi taka wielka rozkraka”. Od tego momentu pielęgniarki, sanitariusze i pacjenci nie mówili o mnie inaczej tylko „rozkraka” i świetnie się przy tym bawili. Pod oknem leżała kobieta, która gdy ją poznałam była jedyną chodzącą na sali osobą, dlatego też często prosiłyśmy ją o drobne przysługi. Gdy trafiła do szpitala, to podobno w pończochach miała kilo gruzu zamiast nóg. Był to efekt tego, że ze strachu przed pijanym i brutalnym mężem wyskoczyła przez okno. Cudem było nie tylko to, że przeżyła upadek, ale również to że lekarzom udało się ją poskładać. Co niedziela przychodziły do niej dzieci w towarzystwie dziadków. Mąż nie był ani razu. Kobieta ta każdego wieczoru nakręcała włosy na wałki, a rano przed obchodem zdejmowała je i robiła misterną fryzurę. Potem robiła makijaż, ścieliła łóżko, ubierała szlafrok i tak czekała na przyjście lekarzy. My wszystkie roztapiałyśmy się jak lód w tym upale, a ona zachowywała się tak jakby wcale nie było gorąco. Pomimo, że bawiło mnie to jej staranie się o nienaganny wygląd ( i chyba nie tylko mnie), to jednak byłam pełna podziwu za jej determinację. Ona widocznie wyznawała zasadę, że kobieta nawet w warunkach szpitalnych powinna ładnie i zadbanie wyglądać. Ja nie wyrobiłam w sobie tego nawyku.
(mniej)