To o czym teraz chcę opowiedzieć zdarzyło się po pewnej lekcji chemii, która odbywała się w laboratorium. Było ono oddzielone od właściwej klasy szklanymi drzwiami. Tego dnia długo pakowałam książki do plecaka, wszyscy zdążyli wyjść na przerwę. Kiedy podeszłam do drzwi usłyszałam głosy dwóch rozmawiających osób. Stałam z ręką na klamce, gdy padło moje nazwisko. Nigdy w życiu nikogo nie podsłuchiwałam, jednak tym razem byłam bardzo ciekawa, czego się dowiem. Z dia...
(więcej)To o czym teraz chcę opowiedzieć zdarzyło się po pewnej lekcji chemii, która odbywała się w laboratorium. Było ono oddzielone od właściwej klasy szklanymi drzwiami. Tego dnia długo pakowałam książki do plecaka, wszyscy zdążyli wyjść na przerwę. Kiedy podeszłam do drzwi usłyszałam głosy dwóch rozmawiających osób. Stałam z ręką na klamce, gdy padło moje nazwisko. Nigdy w życiu nikogo nie podsłuchiwałam, jednak tym razem byłam bardzo ciekawa, czego się dowiem. Z dialogu między paniami wynikało, że pani S. chce mi postawić „dwóję” na koniec roku i jest ciekawa, czy będzie w tym zamiarze odosobniona. Usłyszałam glos chemiczki „ ja dam jej tróję, bo jest mi jej żal”. Zagotowało się we mnie. Wiem, że orłem nie byłam, ale nigdy nie chciałam by mi stawiano stopnie z litości. Takich przeciętniaków jak ja nie brakowało w całej szkole, wiec dlaczego padło właśnie na mnie. Stojąc tam przysięgłam sobie, że choćbym miała rosyjskiego i chemii uczyć się przez 24 godziny na dobę, to udowodnię, że litości nie potrzebuję. Wyszłam z laboratorium. Obie panie jak mnie zobaczyły, zamilkły, pokraśniały jak buraki, a ja powiedziałam grzecznie „do widzenia” i wyszłam. Od tej chwili jednak nie byłam pewna ni dnia ni godziny, ponieważ nie wiedziałam, co ostatecznie postanowiły. Zawsze starałam się uczyć tak, by rozumieć i zapamiętać na dłużej. Teraz jednak uczyłam się na pamięć teorii i wzorów, nie dbając o to, na jak długo. Stałam się bardzo aktywna i przy każdej okazji wyrywałam się do tablicy( zostało to zauważone nie tylko przez nauczycielkę, ale i przez kolegów). Ci ostatni patrzyli na mnie jak na lizusa, bolało mnie to, ale ja jedna wiedziałam o co walczę. Rusycystka poszła wkrótce na urlop, bo była w ciąży(problemowej, nakaz leżenia). Lekcje za nią prowadził jej mąż. Dziwnym trafem on nie miał do mnie żadnych uwag, dlatego też ocena dostateczna z rosyjskiego widnieje na moim świadectwie maturalnym. Mieszkając już w Warszawie przez kilka lat korespondowałam z nauczycielką chemii i gdyby nie tamten incydent, to mogłabym powiedzieć , że się lubiłyśmy. Dziś gdy piszę te słowa obie panie najprawdopodobniej są już na emeryturze i nawet mnie nie pamiętają, bo uczniów w swojej karierze miały tysiące. Ja jednak je pamiętam doskonale i chyba już tak zostanie.
(mniej)