17 stycznia 2012 14:35 Nowy jak stary
Witam wszystkich w nowym roku choć dla mnie zapowiada się on równie źle jak kończył się 2011.
Nową lodówkę kupiłam i już dwa dni po zakupie musiałam dołożyć do niej 250 zł, bo tyle zażyczył sobie pan monter z firmowego serwisu za przełożenie drzwi na lewostronne. Liczyłam się, ze usługa ta będzie kosztowała ale nie sądziłam, że aż tyle. Ponieważ w czasie między zepsuciem się jednej lodówki a kupieniem drugiej jedliśmy byle jak, bo kupowało się jedzenie każdego dnia, to gdy nowa chłodziarka już była, zaszalałam świątecznie.
Między 19 a 23 grudnia nasza „współlokatorka” jeździła po całej Warszawie, w poszukiwaniu pokoju do wynajęcia. Bardzo mi pasowało, że odzyskam status właścicielki więc nie żałowałam pieniędzy na bilety dla niej i syna, który jej towarzyszył. W dniu wizyty w banku w celu wzięcia gotówki, zafundowałam im nawet taksówkę, ponieważ ona bała się ,że nie zdąży na umówione spotkanie i zaczęli się o to kłócić. Piątek przedświąteczny młodzi poświęcili na zakupy żywności i porządki. Do wigilii zasiedliśmy późno ale w dość dobrych nastrojach, choć śpiewania kolęd nie było, a i rozmowa się nie kleiła. Kolacja zakończyła się bardzo szybko i młodzi zniknęli w swoim pokoju. Dwa dni świąt upłynęły na totalnym lenistwie.
Ostatni tydzień roku młodzi spędzili na planowaniu Sylwestra i w tym celu odbyli kilka spotkań. Ponieważ ten wyjątkowy dzień w roku mieli spędzić u kolegi syna na składkowym ubawie, to ja miałam mieć wolną chatę. Z rana zadzwoniła sąsiadka z zaproszeniem do siebie ale odmówiłam, bo nie byłam w najlepszej kondycji. Pomimo, że Sylwester miał być składkowy i poza domem, to było tak jak co roku. Syn zrobił zakupy, gdy z nich wrócił okazało się, że kolega u którego miano się bawić pokłócił się z dziewczyną, wpadł w zły nastrój i odwołał całą imprezę. Koleżanka panny J także przyjęła inną propozycję i młodzi zostali na lodzie. Gdyby panna J dołączyła do przyjaciółki, to byłby głęboki kanał. Na szczęście zachowała się z klasą i postanowiła spędzić ten wieczór z moim synem ale nastroje mieli raczej minorowe. Zaprosili co prawda dwóch kolegów ale to chłopcy bez partnerek więc było ich trzech a ona jedna. A ja? No cóż byłam wściekła, że historia z lat poprzednich się powtórzyła. W momentach kryzysowych zawsze przyjmowałam zasadę „śmiej się Cyganie chociaż serce z bólu ci pęka” i zaczęłam się wygłupiać, udając doskonały humor. Reakcja mojego syna była typowa dla niego „mamo czego się nawąchałaś”. Późnym wieczorem zadzwoniła babka syna z życzeniami. W rozmowie z Nią śmiałam się, dowcipkowałam i pocieszałam, bo 85 letnia kobieta ma kłopoty ze starszym synem. Zrobiło mi się Jej żal. Kiedy Jej powiedziałam żeby się nie zadręczała tylko zdała na wyroki boskie, to odpowiedziała „nie wiedziałam, że jesteś wierząca i w ogóle taka mądra”. Jeszcze dwadzieścia lat temu takie słowa byłyby dla mnie super komplementem. Teraz jednak moje myśli od dwóch miesięcy krążyły wokół innej 84- latki, która od 35 lat była bliska memu sercu jak matka.
Niektórzy powiadają, że jaki Sylwester i Nowy rok taki cały rok. Dlatego też tego wieczoru słuchałam ulubionych utworów, takich przy których można tańczyć choć nie pląsałam. O północy poszłam do młodych na lampkę szampana i złożenie życzeń. Młodzi zakończyli balowanie po godzinie pierwszej.
W pierwszy dzień roku ścięłam się z synem, wojowniczy nastrój trwał do Święta Trzech Króli. Wtedy to doszło do „bitwy na słowa”. Usłyszałam jak syn mówi do dziewczyny „nikt cię nie wygania i dlatego uważam przewożenie rzeczy za bzdurne”. Poszłam do jego pokoju i zapytałam po co było wynajmowanie osobnego lokum jeżeli jak widzę panienka ma mieszkać u nas nadal. Wtedy to dowiedziałam się, że w Wigilię między nimi zaiskrzyło więc mój syn chce by nic się nie zmieniało. Powiedziałam, że wybuch namiętności między nimi bardzo mnie cieszy ale jeżeli jest to coś wartościowego, to odległość między Żoliborzem a Ursynowem nie powinna być przeszkodą. Od tego momentu jestem wredną babą, która wyrzuciła zakochaną kobietę na ulicę. W ciągu kolejnych 4 dni panienka przeniosła do wynajętego pokoju swoje rzeczy. W czasie tych i kilku następnych dni mój syn zachowywał się skandalicznie. Próba rozmowy z nim na temat ostatnich wydarzeń nie przyniosła żadnych rezultatów. No chyba, że wielogodzinne picie(jego zdaniem 3 piwa) za pożyczone pieniądze uznać za efekt zrozumienia moich argumentów. Totalna klęska.
Jedenastego stycznia odebrałam telefon, młoda kobieta poinformowała mnie, że matka mojego pierwszego mężczyzny, tego którego poszukiwałam przez ostatnie miesiące, zmarła miesiąc temu. Niestety to, co przeczuwałam już od jakiegoś czasu też okazało się prawdą. Jerzy nie żyje od 16 lat, zmarł na serce w sile wieku, nie dożywszy nawet pięćdziesiątki. Niejakim pocieszeniem przy tych Hiobowych wieściach był fakt, że ostatnie dwadzieścia lat swego życia spędził szczęśliwie z żoną i córką.
Teraz chyba rozumiecie dlaczego nie mogę uważać, że ten rok będzie lepszy od minionego.
Wam Moi Drodzy życzę samych pomyślnych dni przez calutki rok i przesyłam to:www.youtube.com/watch


W dniu Barbórki byłam w kiepskim nastroju, bo sama nie mogłam pójść na cmentarz, by z okazji imienin Mamy zapalić znicz. Syn też się do tego nie kwapił, co miałam mu za złe. Uważam, że po tym ile moi rodzice zrobili dla niego, on powinien podziękować im za lata troski, tymi kilkoma wizytami w roku na ich grobie.
Za mną kolejna, kiepsko przespana noc. Na domiar złego lekarka nie przepisała mi "Relanium", które pomagało mi w zmaganiach z Morfeuszem. Ponieważ pora jest wczesna i nie chcę pobudzić domowników, postanowiłam opisać zdarzenie, które miało miejsce na początku sierpnia.
Minione 3 miesiące były najgorszymi z całego roku. Przed wyjazdem nad morze Oliwia obiecała mi pomoc w dwóch sprawach. Po pierwsze świnkę morską, na którą syn okazał się być uczulony, mieli zabrać bliscy dziewczyny. Po drugie miała nad morzem porozmawiać z K.J. o ich ewentualnym wspólnym zamieszkaniu w wynajętym przeze mnie mieszkaniu. Syn nie chciał słyszeć o wyjściu z domu i rozpoczęciu samodzielnego życia, bo musiałby zarobić na swoje utrzymanie. Oliwia nie chciała z nim zamieszkać, bo bała się, że on nie znajdzie pracy i ona będzie musiała go utrzymywać. Dotychczasowy układ, że on z kieszonkowego lub z moich pieniędzy spełniał jej zachcianki gdy była u nas, a w jej własnym domu żywili ją rodzice, był dla niej bardziej korzystny. Dlatego też żadnej z tych spraw nie załatwiła. Gdy po ich powrocie zaczęłam głośno mówić o osobnym mieszkaniu, to syn był bardzo zaskoczony i zły, a awanturom nie było końca.
Reklama w telewizji obwieściła, że Michał Wiśniewski oświadczył się kolejny raz, byłam ciekawa, jaka naiwniaczka dała się znów nabrać złotoustemu panu. Poprosiłam siostrę by mi kupiła „Twoje imperium”. Poczytać można sporo o sławnych ludziach ale żeby przeczytać coś ciekawego, to niestety. Zamieszczone w „Magazynie rozrywki” krzyżówki panoramiczne są na poziomie wakacyjnym, przemęczenie z powodu nadmiernego wysiłku intelektualnego nam nie grozi. Ciekawie co prawda prezentują się przepisy kulinarne: kurczak warzywny, kurczak faszerowany pieczarkami, schab w galarecie czy beza z owocami. Nie mam jednak siły stać i wygotowywać, dlatego też nie zamierzam zachowywać tych przepisów na później jak to robiłam dawniej. Wydawca tej gazety na swojej stronie tak pisze:"Czytelniczki Twojego Imperium to kobiety, które lubią czytać o życiu sławnych ludzi i oczekują od pisma inteligentnej rozrywki." Szkoda tylko, że ich oczekiwania nie są spełniane, bo choć jest w nim rozrywka, to z inteligencją gorzej.
Ostatnio dużo w prasie pisze się o ciąży Anny Muchy. Wypada pogratulować aktorce ale mówiąc szczerze nie zachwyca mnie ona w czarnej mini sukience.(a takie zdjęcie pokazują gazety najczęściej, gdy mówią o tym wydarzeniu). Kreacja sprawia wrażenie jakby miała zaraz pęknąć w szwach. Już nawet myślałam, że aktorka nie ma innych sukienek na ten przejściowy okres swojego życia. Okazuje się, że ma tyle tylko iż jest to również czarna mini(”Twoje imperium” s.3)
Wydaje mi się, że Pani Anna nie straciłaby nic ze swego seksapilu, gdyby na czas ciąży ubierała w nieco luźniejsze kreacje. Inspiracją mogą być modele pokazane na s.42-3 „Twojego imperium”. Byłoby elegancko, stylowo, a i tak wszyscy by wiedzieli co jest powodem jej radości.
Efektowna złota kreacja zlewa się z jasną skórą i włosami aktorki, aż oczy bolą od patrzenia.Obawiam się, że będę odosobniona w opinii, bowiem w Google znalazłam coś takiego
Po wyjściu ze sklepu weszłyśmy w uliczkę „Wąski Dunaj”, gdzie moją uwagę przykuła „Gospoda Kwiaty Polskie”. Przed lokalem stał młody chłopak w stroju kuchcika i zapraszał do wejścia. Przeszkodę stanowił wysoki stopień, którego nie udało mi się pokonać o własnych siłach. Pomieszczenie było ciemne, rozświetlane tylko świecami palącymi się na stolikach. Specjalnością zakładu są ponoć pierogi, ale moja koleżanka nie chciała słyszeć o jedzeniu czegokolwiek. Zgodziła się na herbatę, a ja poprosiłam o lody z orzechami i polewą z gorącej czekolady. Smakowo żadna rewelacja, lody śmietankowe z pokruszonymi orzechami i polane czekoladą. W swojej porcji znalazłam kryształki zwykłego lodu, a ostatniego górnego zęba omal nie straciłam na kawałku łupiny od orzecha. Na szczęście herbata „Dilmah” podana mojej przyjaciółce, złagodziła rozczarowanie lodami, które okazały się najdroższymi z dotychczas przeze mnie jedzonych. Lokalik sam w sobie bardzo przyjemny, szczególnie dla romantyków, bo świeczki umieszczone w kieliszkach wypełnionych brązową substancją o konsystencji kaszy gryczanej oraz płynąca z rogu sali muzyka, tworzyły intymną atmosferę. Gdy na odchodne zapytałam panią barmankę, co poza pierogami może polecić z menu, to największe zainteresowanie wzbudziła kaczka w sosie wiśniowym. Dawno nie jadłam kaczki, a te które spożywałam były zazwyczaj nadziewane. Dlatego też pomyślałam, że może jeszcze kiedyś odwiedzę to miejsce, by takiej kaczki spróbować. Wszak jestem matce Oliwii winna kawę, za odrzucenie jej zaproszenie na świąteczny obiad w grudniu ubiegłego roku. Może ta gospoda byłaby dobrym miejscem na poznanie przyszłej teściowej syna? Nie wiem jak dotarłam do ulicy Podwale, gdzie umówiłam się z zięciem siostry na powrót. Noga bowiem bolała mnie tak bardzo, że ledwo wstałam od stolika. Po powrocie do domu, rozebrałam się i położyłam do łóżka. Wzięty środek przeciwbólowy nie pomógł. Nie mogę stanąć na prawą nogę i mam bardzo duże kłopoty z dotarciem do łazienki, o kuchni nie wspomnę. Przez kilka dni będę musiała poleżeć, udając że nogę sforsowałam. Gdyby syn dowiedział się o upadku, to już nigdy nigdzie nie pozwoliłby mi wyjść. Ja tymczasem pomimo upadku i bólu, nabrałam ochoty na wyjścia, a nawet na wyjazdy. Spotkanie kosztowało mnie wiele wysiłku ale warto było. Może stałam się tak zachłanna na „życie” za sprawą farby na włosach w kolorze wiśni, a może tęsknoty za czymś co znałam bardzo dawno temu. Obsesją ostatnich miesięcy stała się chęć odszukania mojej pierwszej poważnej miłości. Syn wyśmiał ten pomysł ale Wanda zachęca mnie do realizacji tego pragnienia. Z tak wielu rzeczy musiałam w życiu rezygnować. Może teraz nastał czas(choć zdrowie temu przeczy), by spełnić nawet szalone marzenia?.jpg)
.jpg)